Normalnie mnie zagadaliście
Ale po kolei.
ptaku napisał(a):Dem: a bywały tygodnie, że ja swoją mamę widywałem jakąś godzinę dziennie.
Kończąc wątek porównań zawodów, gdyż rzeczywiście nie ma on sensu, zapytam tylko, czy w nocy mama była w domu? Czy też po całym dniu pracy i przed kolejnym dniem pracy, musiała może w nocy jechać o 1, 3 lub 5 rano w mróz np. do wypadku pod Siemyślem i wyciągać kawałki pięcioosobowej rodziny z wraku samochodu? To jest dopiero zmęczenie, stres i odpowiedzialność.
Uri napisał(a):
żeby zarabiać "godziwe" pieniądze jako mianowany, moja matka pracuje na 2,5 etatu, w dwóch miastach.
Zgadza się Uri. Bo pieniądze są marne. Tylko zwróć uwagę, że dzięki właśnie takiemu, a nie innemu wymiarowi czasu pracy, Twoja mama może pracować na 2,5 etatu. A spróbuj pracować na 2,5 etatu, gdy ten etat wynosi 40h tygodniowo. Przy pięciodniowym czasie pracy 2,5 etatu u przeciętnego Polaka to byłoby 20 godzin na dobę. Fizycznie niewykonalne. A dla nauczyciela wykonalne. Dlaczego? Bo jego etat to 18 h. I o tym właśnie mówię. Co ma więc zrobić pracownik zarabiający 1000 zł w sytuacji, gdy pracuje 40 h tygodniowo? Ten to dopiero ma problem.
Tym samym Uri potwierdził, że nauczyciel pracuje 18 h, a te dodatkowe godziny , które Colberg wymienił jednak da się jakoś upchnąć, bo inaczej Uriego mama w ogóle by nie spała.
Colberg napisał(a):
1. Korepetycje. Ich powszechność to mit. Dostępne są tylko kilku procentom nauczycieli. Niby czego i kogo mają uczyć przedszkolanki, nauczyciele podstawówek, większość nauczycieli z gimnazjum, nauczyciele WF, PO, przedmiotów zawodowych itp? Ceny korepetycji spadają a nie rosną, zresztą łatwiej np. kupić w internecie prezentację maturalną za 40 - 50 zł niż dawać kasę nauczycielowi.
Wybacz Colberg, ale te kwestie kształtuje rynek. Dobrzy korepetytorzy się cenią i tego faktu nie zakrzyczysz. Nie wchodząc w szczegóły, osoba z mojej rodziny płaciła niedawno za dwie godz. lekcyjne, czyli 1,5 zegarowej po 100 zł. A czy korepetytor odprowadził od tego podatek? Pytanie retoryczne. Tak więc ceny i popularność korepetytorów kształtuje rynek, a przede wszystkim ich kompetencje. Nie interesuje mi to, ze ktoś nie ma wzięcia. To też nie powód do strajku.
A co do nauczycieli, którzy z istoty nie mogą liczyć na korki. Cóż. Jak spadnie popyt na moją wiedzę, to co? Mam się oflagować i zacząć strajkować?
Colberg napisał(a):
Czas pracy.
Nie będę się powtarzać. Arytmetycznie w zestawieniu z ilością godzin przypadających na dobę, Uri wykazał, że nie jest możliwe, aby etat wynosił więcej (lub wiele więcej) nić rzeczywiste 18h. A z liczbami się nie dyskutuje.
Colberg napisał(a):
Wakacje, ferie etc. Wakacje tak naprawdę trwają ok. 1,5 miesiąca.
Daj spokój. Może w jakiejś szkole jest to tak zorganizowane. Ale zasadą jest, że wakacje są pełne a rada organizowana jest w ostatnim tygodniu sierpnia.
Dodaj do tego 2 tygodni ferii zimowych, przerwy na Boże Naradzenie i Wielkanoc.
Dodaj do tego fakt praktycznej nieusuwalność ze stanowiska nauczyciela mianowanego i zupełny brak weryfikacji i odzwierciedlania w wynagradzaniu tego czy nauczyciel jest dobry, zaangażowany, czy też nic nie robi. A taki system jak wiadomo działa demotywująco. Więc po pewnym czasie większość zaangażowana zaczyna dorównywać do tej drugiej grupy - "mniej się wysilających."
Colberg napisał(a):
6. Wiecznie niezadowoleni? To powiedzcie mi, proszę, kiedy ostatni raz nauczyciele strajkowali. 14 lat temu?
Nie chce mi się tego teraz szukać, ale na pewno strajkowali wcześniej niż 14 lat temu. I to nie raz. A ilość wystąpień publicznych niezadowolonego ZNP to nie sposób zliczyć.
Podsumowując, bo trochę dyskusja źle się potoczyła.
To nie jest tak, że jestem rzecznikiem tezy, że nauczyciele dobrze zarabiają, bo to bzdura.
Chcę po prostu pokazać wam drugą stronę medalu, tj. że są w Polsce całe rzecze ludzi z wyższym wykształceniem, co pracują po 40h na tydzień i dłużej, bez możliwości dorobienia, bo właśnie tą możliwość ogranicza wymiar etatu i zarabiają mniej niż nauczyciele. I co oni mają zrobić? Ich losem się nikt nie interesuje, bo nie mają siły przebicia jak nauczyciele, lekarze, czy górnicy. Musicie więc brać pod uwagę, że żyjemy w Polsce, gdzie zarabia się tak, a nie inaczej.
A wszelkie roszczenia płacowe są w przypadku budżetówki skierowane do kieszeni ogółu podatników.
I o tym tez trzeba pamiętać.