przez yarad » wtorek, 21 lut 2006, 23:27
heh... bardzo ciekawe wnioski wyciagnac mozna powoli czytajac to wszystko... jednak umiejszanie mezczyznom, ktorzy nie maja wojska wyglada dosc prymitywnie... zauwazmy z jakimi faktami mamy do czynienia w dzisiejszym spoleczenstwie. otoz do wojska w wiekszosci ida osoby, ktore z takich czy innych, zaleznych od nich czy tez niezaleznych powodow (przewaznie sa to powody od nich zalezne, a mianowicie brak wiedzy) nie sa w stanie zdobywac wiedzy akademickiej... poziom edukacji amii poborowych jest zatrwazajaco niski... tak wiec umniejszanie mezczyznom, ktorzy nie maja wojska, mija sie z celem, calkowiecie, albowiem nie uwazam, aby ktokolwiek (poza wysublimowanymi przypadkami klinicznymi) z dyplomem wyzszej uczelni zaslugiwal na twierdzenie, ze jest dzieckiem... poglad tak niesluszny jak i prymitywny. aczkowiek stwierdzenie bylo dosc smiale, rzeklbym nowatorskie, aczkolwiek nie odbiegajace od wiedzy potocznej tzw. niewyksztalconej klasy robotniczej. oczywiscie jest wiele przypadkow, ze mezczyzni nie ida do wojska ze wzgledow zdrowotnych i tu nikt nie moze ich nazywac dziecmi, albowiem wytykanie komus jakiegokolwiek stopnia kalectwa jest chwytem wyjatkowo prostackim, czesc mezczyzn przed wojskiem ucieka, czy to dobrze czy zle jest kwestia sporna, albowiem osobiscie jestem za calkowitym zniesieniem obowiazkowej sluzby... jak pokazuje wiele badan socjologicznych armia stworzona na wypadek wojny z rekrutow, ktorzy z wojskiem maja tylko tyle wspolnego co odbycie owego obowiazku jest nieskuteczna i nie ma nawet najmniejszych szans w starciu z armia zawodowa... moznaby wyjsc jeszcze od Freuda i psychoanalizy, ktora to dostrzega w czlowieku podswiadomy ped ku zniszczeniu i autodestrukcji, takich jednostek, czesto bardzo dewiacyjnych jest wiele w kazdym spoleczenstwie, im to wlasnie powinno sie stworzyc odpowiednie perspektywy, zaprogramowac przy pomocy NLP oraz technik behawioralnych i niech oni sie zabijaja jesli chca... bedzie to o wiele skuteczniejsze, aczkolwiek jak pisalem powyzej i wracajac do glownego watku napisze po raz wtory teza jest dosc odwazna aczkolwiek nie wytrzymuje najmniejszej krytyki... co do tego, ze czlowieka psychika wzmacnia sie w wojsku... stwierdzenie takze dosc ciekawe... czlowiek jest pod nieustannym dzialanie bodzcow zewnetrznych jak i wewnetrznych, ktore maja silny wplyw na motywy jego postepowania... nie jest tylko wazne gdzie sie trafi (choc behawiorysci bardzo by chcieli) wazne jest cale wnetrze czlowieka, to co soba reprezentuje... aczkolwiek po zastosowaniu odpowiednich sankcji mozna wyuczyc odpowiednich zachowan, jesli jednakze bedzie to sterowanie oparte na sankcjach negatywnych wowczas kiedy obiekt sankcjonujacy zaginie zachowania wroca do normy wczesniejszej, jesli natomiast bedzie inaczej, wowczas moze dojsc do wypaczenia co sie zdarza najczesciej... w wojsku czlowiek uczy sie nieuzasadnionej agresji, co przejawia sie pozniej w zyciu rodzinnym... psychologia daje nam tutaj duze pole do popisu ale nie mnie stawaic diagnozy... nawet u ludzi o lagodnym usposobieniu, wyuczona w wojsku zlosc jest kumulowana i jesli kultura nie zapewnie odpowiednich hamulcow moze dojsc do bardzo przykrej dla jednostki i spoleczenstwa implikujacej ciezkie skutki eskalacji.oczywiscie nie dziele ludzie na lepszych i gorszych, ze ci ktorzy w wojsku byli sa zli i do niczego... podaje poprostu fakty socjometryczne, a mianowicie, ze wojsko uczy agresji, ludzie nie dziela sie lepszych i gorszych... tylko nazywanie kogokolwiek dzieckiem z powodu braku sluzby wojskowej jest naduzyciem i o wiele bardziej racjonalne jest uzycie tego sformuowania w druga strone...
ps sorry za wyklad