urzad skarbowy z dniem 11 lutego zablokowal mi konto bankowe tytulem nieplacenia mandatu. mandat zaplacilem 28go stycznia. o blokadzie dowiedzialem sie dopiero wczoraj przed 18, gdy potrzebowalem pilnie wydostac pieniadze. mila pani w punkcie obslugi klienta powiedziala mi, ze musze sie zgloscic z dowodami wplaty do swojego oddzialu. oczywiscie oddzial oddalony o kilka kilometrow, wiec nie bylo fizycznej mozliwosci sie tam dostac przed zamknieciem. i tak o to zostalem bez grosza przy duszy gdy tych pieniedzy potrzebowalem.
czy ktos byl kiedys w podobnej sytuacji? czy moge zadac odszkodowania za wynikla szkode?

Na razie skuteczna. Ale czekam na nastepne mandaty 
