! Byłem tam już dwa razy (z roczną przerwą) na Sylwestra plus raz wesele i dlatego szczerze polecam. Zresztą gościu ma wprawę-co tydzień urządza wesela. Fakt, że terminy u niego porezerwowane na kilka tygodni, też o czymś świadczy. Zresztą konkretniej: bardzo ładna duża sala, ładnie udekorowana i oświetlona, konkretne nakrycia, bardzo smaczna i solidna kuchnia, doskonała organizacja. W tym roku 700zł od pary ale nie żałuję ani zyka.

r00t napisał(a): to trochę taka nasza "narodowa tradycja"
rysio napisał(a):r00t napisał(a): to trochę taka nasza "narodowa tradycja"
wyrosla z czasow gdy byla bida i nie bylo przez wieksza czesc roku co do garnka wlozyc... z tego powodu na swieta i inne uroczystosci stoly sie uginaly by wzmocnic wyjatkowosc tego czy innego swieta... w krajach bardziej cywilizowanych niz polska, ktore socjalizm i epoka pustych polek ominely szerokim lukiem, takie tradycje umarly wraz z nadjesciem dobrobytu normalnej cywilizacji... u nas to dopiero jest od niedawna, a tradycja wykwintnego jedzenia tylko w swieta i sylwestra jeszcze 15 lat temu byla mocno uzasadniona czasami i warunkami panujacymi w kraju... stad to takie wszystko dziwne na dzisiejszych "balach" sylwestrowych...ale mimo, ze nasi rodzice jeszcze w tym tkwia mentalnie, to my i nasze dzieci juz beda od tego wolne... na szczescie... w sumie widac z tego ze ku lepszemu kraj idzie...
Przyjaciele wybrali miejsce zabawy, a my się do nich dołączyliśmy. Byliśmy pierwszy raz w tym "lokalu", ale znaliśmy go z opowieści znajomych. Oczywiście nasze najgorsze obawy sie sprawdziły. Mówi się, że Fregata to ostatni bastion komuny i to niestety prawda. Opłata za szatnię (przy cenie 250 pln od osoby) była tylko subtelnym początkiem. Obskurne krzesła, stoły i biedny wystrój nie zdziwiły nas, ale zastawa Społem z lat 70 tych była już lekkim szokiem. Świetne grono osób, w jakim mieliśmy przyjemność się bawić, zdołało przyćmić wyżej wspomniane mankamenty. Niestety babcia klozetowa biegająca po holu krzycząc "TOALETA PłATNA JEDEN ZłOTY" nie pozwalała zapomnieć o obskurności tego przybytku. Kapela grała dobrze do momentu gdy stężenie krwi w alkoholu drastycznie zmalało i z trudnością utrzymywali pozycję pionową. Żenada. A gwoździem do trumny było jedzenie, typowo stołówkowe, nie warte ceny, którą zapłaciliśmy. Krótko mówiąc nie polecamy, nie popełnijcie tego samego błędu co my. 
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości