no to pierwszy egzamin w sesji letniej za mną, i pomyśleć, że po raz pierwszy udało mi sie zmobilizować na przedtermin, aż jestem z siebie dumna
co najlepsze, egzamin, który w moim odczuciu miał być taką "przystawką" dla dań głównych, czyli najgorszych przedmiotów, czymś całkiem miłym i przyjemnym (jesli można w ogóle tak mówić o egzaminie

) okazał się niemal traumatycznym przeżyciem

(i to bez przesadzania), totalnie wyczerpującym maglowaniem wzdłuż i wszerz, uffff było ciężko... no ale koniec końcow mogę skonstatować, że chyba mam talent do udawania, że wiem więcej niż w rzeczywistości
no ale facet jest nieziemski - na dzień dobry chciał poczęstować mnie i inne "ofiary" fajkami, po czym nie zważając na to, że przyszłyśmy na egzamin, zaczął przybijać jakąś średniowieczną rycinę na ścianię

gdy już skończył swoje sprawy i przeszedł do konkretów, to zaczął strzelać takie miny, że gdyby nie to, że był egzamin i musiałam się powstrzymywać, to bym się chyba popłakała ze śmiechu
kolejny przedtermin szykuje się w przyszłym tygodniu...hmmm, chyba już muszę zacząć szukać mobilizacji, bo czuje, że tym razem nie będzie z tym tak prosto
