przez evoe » piątek, 13 kwi 2007, 12:31
Mafi. Kompletnie nie pojęłaś moich intencji. Wszystko sprowadza się do dwóch zasad – i chciałabym być tu dobrze pojęta, nie przesądzam i jestem daleka od manifestacji w stylu ja wiem najlepiej, którą kilka osób próbuje mi tu przypisać – w życiu są kolejne etapy, z których wiele zmienia nasze dotychczasowe poglądy.
Nie jest moim zamierzeniem gloryfikować macierzyństwo, ale urodzenie dziecka zmienia zupełnie pogląd na pieniądze, byt i priorytety. Wyjaśnię to w ten sposób. Po urodzeniu synka najmocniej uderzył mnie fakt, że moje kontakty z gronem dotychczasowych przyjaciółek nabrały innego wymiaru. I nie dlatego, że któraś z nas zawiniła czy nie wykazała chęci, by były one równie serdeczne co dotychczas. Po prostu dlatego, że zarówno one jak i ja świadomie i podświadomie wiedziałyśmy, że nasze funkcjonowanie rozstawiło się na dwóch różnych biegunach. Im było niezręcznie zasypywać mnie emocjami o mężczyznach, którzy akurat pojawiają się na ich horyzoncie, czy wypłakiwać frustrację, że jakaś okazja w sklepie przeszła im koło nosa w chwili, gdy ja padałam na twarz bo moje dziecko ząbkowało. Mi było co najmniej dziwnie bombardować je rewelacjami o promocji pieluch czy rozwolnieniu albo syndromach kolki, gdy one były akurat w niebie super udanej randki. Mi – o czym mówiłam im wprost – wydawało się coś wcześniej szalenie istotnego po prostu naiwne. Im – o czym też mi mówiły – zaczęło się wydawać, że spoważniałam, złagodniałam w poglądach itp. Wcześniej przed urodzeniem syna, jako jedynaczce trzymanej pod kloszem ciężko było mi pojąć wstrzemięźliwość finansową moich dzieciatych koleżanek. Inne zupełnie zabarwienie miały dla mnie hasła – odpowiedzialność, utrzymanie domu, kompromis czy poświęcenie. Ja Cię Mafi z niczego nie rozliczam ani za nic nie ganię. Po prostu nie da się pewnych rzeczy zrozumieć zanim sama ich nie odczujesz. I tyle. Można być mistrzem empatii. To nie pomoże. I to jest najzupełniej naturalna kolej rzeczy. Nic i nikt kto nie ma dziecka nie zrozumie złożoności z jakiej składa się jego wychowanie i kochanie. Dlatego tak mocno mnie razi Twoje, tak bezkompromisowe postawienie znaku równości między alimentami, a utrzymywaniem matki.
Wiesz, tyle się pisze i mówi, że rodzice muszą mieć dla dziecka czas na czytanie bajek, pomaganie w lekcjach, spacery, rozmowy. Rodzic samotnie wychowujący musi sprostać zarówno temu, jak i okropnemu obciążeniu bycia zarazem kochającym wsparciem dla zasmarkanego z płaczu dziecka, a pięć minut później, bo i tak czasem bywa, konsekwentnym wpoicielem, egzekutorem zasad i rygoru. I nałóż na to, w skrajnych, choć wcale nie tak niecodziennych wypadkach, ciągłe myślenie o bycie. Tykanie zegara – dziś zapłacić za mieszkanie, jutro za przedszkole, pojutrze za leki, za tydzień kupić buty, bo rozmiar nogi u maleńkiego dziecka potrafi się zmienić w dwa miesiące, a nawet miesiąc. Tik tak. Z miesiąca na miesiąc. Co zrobisz gdy zabraknie Ci pieniędzy? Weźmiesz kredyt, zaliczkę z pracy? Przecież będziesz musiała te pieniądze oddać. Więc doraźnie sytuację ratujesz, ale natychmiast przeskakujesz w tryb myślenia, cholera przyszły miesiąc będzie klapą. Weź nadgodziny, dodatkową pracę. I tu masz kolejne wyjścia, zatrudniasz opiekunkę, której musisz zapłacić. Więc często dodatkowa płaca to opłata opiekunki. Oddajesz dziecko do dziadków. Okey. A potem nagle słyszysz, że dziecko mówi do Ciebie babciu. Super uczucie. Albo widzisz podkówkę na bródce, bo w ferworze bycia samowystarczalną przegapiłaś przedstawienie w przedszkolu itp. A inni rodzice na nim byli. I – bo dzieci są czasem bardzo boleśnie szczere – słyszysz nagle argument: a mama Miłosza była, i nawet tata był. I tu jest miejsce dla ojca dziecka. Nie dla kobiety, ale dla dziecka ojciec musi zainterweniować, albo ośmielić kobietę na tyle, żeby w sposób naturalny, bez poczucia upokorzenia czy zażenowania potrafiła mu powiedzieć – słuchaj, w tym miesiącu byłoby dobrze gdybyś mógł dołożyć się do tego, czy do śmiego, bo alimenty po prostu nie wystarczyły.
I to tylko tyle Mafi. Bo gdybym napisała, że samotna matka też chce być kobietą i jak każdy człowiek ma potrzebę samorealizacji i niekoniecznie musi znajdować upodobanie do chodzenia w pieluchach na głowie, to zapewne spaliłabyś mnie na stosie.