Suzy napisał(a):czasem mi się wydaje, że dopiero jak odbieram jakiś motyw z danego filmu troszkę do swojego życia taki film robi na mnie największe wrażenie
Ale w gruncie rzeczy o to chodzi..
Jeśli rozpadajaca sie para obejrzy "Zakochanego bez pamieci", dla jednej "polowki" bedzie to film dajacy nadzieje, zachecajacy do walki o zwiazek, a dla drugiej moze to byc film o docenianiu wspomnien, godzeniu sie, rzuceniu nozy i podaniu sobie rak na pozegnanie. a ciolki w welnianych swetrach i sztruksowych marynarkach (ktorej nie moge nigdzie kupic) powiedza, to film o milosci, dajmy mu nagrode i chodzmy na browara.
Kazdy ma prawo do wlasnej interpretacji i jest ona dobra tak dlugo jak potrafimy ja obronic.
Tylko ze odpowiedz "bo byl super" zawsze rodzi pytanie, a dlaczego byl super?
To normalne ze najpierw cos nam sie podoba, a pozniej dopiero myslimy dlaczego wlasciwie nam sie podoba.. tak samo jak normalnym jest ludzkie lenistwo, przez ktore wiekszosc zostaje na etapie, ze sie podoba i przechodzi dalej
Czyli ogolnie zyjemy w normalnym swiecie


. Dla mnie to dramat jakiś, albo jak już coś to tragikomedia.. Film mi się podobał, a dlaczego? bo akcja tego filmu była tak interesująca jak szklane oko sąsiada. Totalna dominacja kobiety nad mężczyzną, on ją kocha, chce by zawsze było pięknie, a ona wszystko pie*y. wyjechał do Stanów i miał w głowie wizje jak ona bzyka się z murzynem, tudzież pieści ustami penisa, swojego kolegii, to doprowadzało go do szału. Przez to troche mu odbiło, chodził w damskiej sukience, krzyczał do siebie w autobusie. W skrócie: historia dwóch kochających się ludzi, którzy nie potrafią żyć z sobą, on dba o nią, ona rozszarpuje mu jak sęp myśli, uczucia. Figura mówi o sobie "ja fajna dziewczyna, kur.. jestem", jeśli tak wygląda fajność kobiety, która niszczy życie mężczyźnie, a co jest najzabawniejsze "mojemu jedynemu mężczyźnie" to ja współczuje. Straszne. Płakac mi sie chciało. Zawsze myślałam, że tylko kobiety są takie naiwne i głupitutkie..
Myslę, że wręcz przeciwnie.
