Byłam, widziałam, popróbowałam, 4 litery stłukłam
Lodowisko fajne, na samej tafli tłumów nie ma, sympatyczna muzyczka, same uśmiechnięte twarze... ale jest totalny chaos organizacyjny.
Fatalnie rozwiązane jest wejście/wyjście z lodowiska. Jedna kasa obsługuje i obustronny ruch klientów i wypożyczanię łyżew, a wszystko odbywa się jednymi drzwiami
Efekt jest taki, że wszyscy czekają tak długo, aż uda się skompletować i wypożyczyć łyżwy dla wszystkich wchodzących w danej grupie/rodzinie... A ci, którzy wchodzą ze swoim sprzętem w tej jednej masie czekają. Masakra.
Wniosek: projektował to ktoś zupełnie bez wyobraźni

A wystarczyło już nawet nie pomyśleć, a tylko przyjrzeć się tego typu obiektom już funkcjonującym w Polsce. Za przeproszeniem, na szczecińskim Lodogryfie 20 lat temu ktoś już wpadł na pomysł, żeby zupełnie oddzielić wypożyczalnię łyżew od kasy wstępu. A było (jest?) i miejsce na serwis (ostrzenie).
Mam nadzieję, że jeszcze jakoś tą sprawę rozwiążą - wystarczy przenieść wypożyczalnię poza strefę bezpośredniego wejścia.
Bo lodowisko super
