czepialski
Tak jak mówiłam - to bardzo indywidualna sprawa i rzeczy się komplikują gdy są dzieci. W małżeństwie z dłuższym stażem, nie ukrywajmy, ten dawny płomień to czasem już tylko przyzwyczajenie do bycia z kimś kogo się zna i kto zna nas. Jakiś stabilny, przewidywalny kawałek codzienności. I taka zdrada wywraca to życie do góry nogami.
Tyle, że z wiekiem chyba większą kontrolę nad tym co robimy przejmuje rozum. Mniej emocji, więcej chłodniejszego nieco spojrzenia na sytuację. Zaczyna się kalkulować co jeszcze da się zrobić, co jest do stracenia... Co w jakimś tam już wieku może nas jeszcze czekać. Czy kopiąc tego swojego dobrze znanego partnera/kę, za przeproszeniem, w tyłek, nie skażemy się na samotną starość.
Powiem tak - gdyby koleżankę/kolegę w moim wieku urządziła tak druga połówka, radziłabym wystawić walizki. Bo skoro teraz - w tym "najgorętszym" okresie jest tak, to co będzie później? Z drugiej strony, gdyby sprawa dotyczyła moich rodziców, cioć, wujków itp., pewnie za wszelką cenę próbowałabym ich pogodzić.
Zdrady bym nie wybaczyła, ale czy umiałabym dalej z tym żyć obok tego człowieka? Może? Lubię myśleć, że nie będzie mi dane tego sprawdzać



), mysli jednak ze z tym potepieniem i oburzeniem ludzie powinni sie wstrzymac jesli sprawa nie dotyczy ich.


