no to i ja wrzucę swoje trzy grosze, jako że dziś właśnie odwiedziłam moją kochaną szkółkę i zebrało mi sie na wspomnienia..
Kopernik to bardzo piękny okres w moim życiu, zwłaszcza 2 ostatnie lata, to wysiadywanie na "zielonym", w holu, no i przede wszystkim ludzie, nie mówiąc o nauczycielach, z których każdy miał swój specyficzny sposób bycia. Mi trafiły się te największe "siekiery", jak nazywano K. Bartę i H. Dyję, aczkolwiek i tak bywało wesoło (Peny, taaak, te teksty były dobre...aż bym je chciała usłyszeć jeszcze raz na żywo

).
No ale mój niekwestionowany autorytet to prof. Madzia Gauer, nikt tak ciekawie i z takim zaangażowaniem nie umiał przekazać swojej wiedzy, nawet na studiach nie spotkałam na razie wykładowcy, który mógłby mi Ją zastąpić.

I pozdrawiam prof. Beatkę Kieś, moją zakręconą wychowawczynię, jej sposób bycia jest nie do podrobienia
ile się naśmialiśmy na jej lekcjach to tylko wiemy my i ona
