Achaja napisał(a):A kto mówi o odpowiedzialności miasta za kup?
Uważam, że powinno się po prostu stworzyć warunki, by potem wyciągać konsekwencje
należy stworzyć warunki - nasze podejście jest takie a nie inne, bo nasza mentalność w zakresie śmieci i śmiecenia jest taka właśnie. chcecie, żeby wam najpierw stworzyć warunki to dopiero będziecie sami coś robić. prawda jest taka, że taka roszczeniowa postawa do niczego nie doprowadzi - niczego nie zmieni w naszym chorym państwie. politycy mają gdzies kupy, byle by ich nie było pod ratuszem i urzędem miasta, gdzie przyjmują swoich gości służbowo, ani pod ich domami (z wiadomych powodów). mają gdzieś co dzieje się na osiedlu ogrody bo tam najpewniej nie mieszkają, a i żadna wizytacja z innych powiatów tam nie zajrzy, bo oprowadzeni będą po "bezpiecznych" terenach skweru pionierów, gdzie takie specjalne śmietniki wraz z woreczkami były swojego czasu postawione. a były tam postawione, tylko po to by pokazać, że dbamy... zresztą najczęściej w Polsce robi się różne tego typu przedsięwzięcia na pokaz, by do wyborów zachować wizerunek dbających władz.
mając ten smutny fakt na uwadze, my, jeśli sami nic nie zrobimy, to wiedzmy, że i tak nic się nie zmieni. nasze przyzwyczajenie do śmiecenia i społeczna akceptacja zachowań typu - wyrzucenie niedopałka przez szybę jadącego samochodu, czy beztroskie wyrzucenie biletu na chodnik po wyjściu z autobusu - powodują, że tu prawdopodobnie zawsze będzie syf. ja sam, gdy zacząłem zauważać śmieci wokół siebie idąc ulicami polskich miast, zacząłem zwracać moim znajomym uwage by nie wyrzucali śmieci na ulicę. na początku wynikały z tego niesnaski, ale dziś już dobrze wiedzą, że dla świętego spokoju lepiej przejść ze śmieciem te kilka metrów w kierunku kosza na śmieci, bo jak tego nie zrobią to bankowo będą musieli wysłuchać mojego marudzenia, w efekcie czego i tak będą musieli po tego śmiecia pójść, podnieść go i wyrzucić. nauczyli się , że przy mnie się nie śmieci, choć jeszcze nie wszystkich udało mi się utemperować. wielu z nich wciąż uważa (o zgrozo), że moje podejście do tematu to terroryzowanie ich wolności. niestety problem polega na tym, że ludzi, którzy zwrócą uwagę jest bardzo niewielu, a ci, którzy osmielą się zwrócić choćby swoim znajomym uwagę, nie są społecznie akceptowani. wręcz zdziwienie budzi zwrócenie komuś uwagi, że przecież są kosze i nie musi wyrzucać niedopalonego peta na trawnik, ulicę czy chodnik.
taka to mentalność przeszkadza nam również w dwóch rzeczach - po pierwsze - u właścicieli psów - w podniesieniu kupy swojego pupila (ależ to jest "fuj"), po drugie - u ludzi, którzy to widzą - w zwróceniu uwagi, bo przecież jak mam mu zwracać uwagę, samemu często robiąc podobnie. oczywiście by z czystym sumieniem móc zwrócić komuś uwagę należy samemu byc najpierw we wspomnianej kwestii w porządku, co już jest jakąś akcją, na którą należy się bez przymusu zdobyć...
podsumowując - musimy zmienić podejście - z roszczeniowego, które do niczego nie doprowadzi, bo politycy mają wszystko poza kasą, która im do kieszeni wpływa, głęboko w d..., na podejście zdroworozsądkowe, które każe nam się zastanowić trzy razy zanim wyrzucimy coś na chodnik, bo wiedząc, że ktoś mógłby nam zwrócić uwagę, nie zaryzykujemy nieprzyjemnej, żenującej konwersacji, i przejdziemy te kilka czy kilkanaście metrów do kosza.
oczywiście są też zachowania opisane powyżej typu:
dankul napisał(a):"Ty stara ku…. odpier... się, nie masz czego się czepiać"
ale to już inna bajka - kwestia życzliwości rodaków, i zwyczajnie dobrego wychowania...
ale czego można się spodziewać po kimś kto pisze:
"kupię pittbulla albo amstaffa" ?