Włączyłam wczoraj z ciekawości telegazete, aby to zobaczyć czy coś ciekawego będzie leciało, ku mojemu zaskoczeniu (pozytywnemu) ujrzałam napisy, które przywróciły lęki sprzed dzieciństwa, hyhy. Ale do rzeczy... zatem obejrzałam wczoraj o 01:25 (chyba) na tvp1 film, który zwał się "Narzeczona Laleczki Chucky", do ostatnich chwil się wahałam czy ogladać dalej (a wciąż było widać napisy, hehe), horror, który mnie rozbawił ja nie wiem czego się tak bałam

. Kobitka, która fascynuje się "czarną magią", "uzdrawia" Naszą Kochaną Chucky. I zaczyna się akcja, ona go kocha (bo zakładam, ze wiadomo o co chodzi), ale chce się zemścić, jednak jak to Chucky, który został uwięziony przez ową kobitkę, znajduje sposób, by się uwolnić i zabić ją. Wiadomo...zabija i prosi o moc, by w laleczkę wstąpił duch tej "uroczej damy". I tak się dzieje... po drodze morderstwa, itp...Ich celem jest dostanie sie na cmentarz, by wziąć medalion i wcielić się w ciało chłopaka, który ich zawoził. Końcówka mnie po prostu powaliła na podłogę (leżałam na łóżku), mianowice, Laleczka Chucky nie żyje, jego żona też (zdążyły się pobrać laleczki), ale... ze spalonej Damy Mroku wyskakuje junior i atakuje policjanta. Motyw aktu miłosnego Laleczek był jak najbardziej na miejscu, hehe. Kapitalny śmiech Chucky mnie rozbraja, hyhy. No to tyle... Trza sobie przypomnieć te stare odcinki, to były czasy, spędzone pod kołdrą
