Suzy napisał(a):nadmiernie przeintelektualizowaną recenzją....
przesadzasz...
W opisie filmu kazdy szuka czegos dla siebie, a ten jest czasami dosc mylacy (tak jak moja "poprawna politycznie" wersja) i w gruncie rzeczy bardziej liczy sie to by obejrzec dana produkcje (ktora obejrzenia jest warta), niz by pominac ja w gaszczu kiczu... O to wlasnie chodzi.
btw. warto tez zaznaczyc ze wiele wartosciowych filmow zaczyna sie od zakonczenia... Wszystko jest od poczatku jasne, karty sa wylozone, widz wie czego sie spodziewac.
Jest to dosc stary zabieg zapozyczony z literatury... Wszystko sprowadza sie do tego, by skupic uwage widza na tym co jest wazne, na tym co film ma do przekazania i nie zaprzatac sobie glowy watkiem pobocznym i mniej waznymi dla autora szczegolami.
[ Dodano: 2005-05-17, 20:59 ]
jesli ktos zapyta czemu w Fight Club tego nie zrobili, to od razu odpowiadam: byl to film robiony na potrzeby Hollywood, nastawiony na zysk, z mylacym tytulem... wszystko by przyciagnac jaknajszersza widownie.


) streszczeniem bylo to, co zrobil pozniej - czyli nudy na pudy. Staje po jego stronie, wlasnie dlatego ze zaczal pisac bardziej sensownie niz "świetny, dobry, fajny". Bo niby dlaczego "świetny, dobry, fajny"? Wszyscy oceniaja, nikt nie uzasadnia
więc:

