A jakie są sporty ekstremalne dla emerytów?
Słyszałem ze srebrnego ekranu, że nowa strategia jako grupę docelową promocji zakłada dziadków z wnuczkami.. a ich, to nawet wiadomość o blokach bez wind mogłaby odstraszyć, nie mówiąc już o rzeczach naprawdę ekstremalnych. Teraz będziemy się promować wmawiając ludziom, że zimne morze i gówniana pogoda jest dobra dla zdrowia i hartująca, bo przecież nawet dziecko wie, że to co zdrowe nie zawsze jest smaczne. Tylko kiepsko to widzę, żeby ludzie nie okazujący skłonność sadomasochistycznych (tak, sado - na wakacje jedzie się przecież z rodziną) płacili gruby hajs za cierpienie i ból. A kto się kąpał w tym roku (nie licząc końca sierpnia) wie, że kąpiel w kołobrzeskim Bałtyku boli

Nie czytałem polityki promocji, ale też nie usłyszałem (za wyjątkiem turystyki ślubnej) niczego nowego, czego nie byłoby w audycie turystycznym. Tam jak byk stoi wielkimi literami, że ciekawym pomysłem na kierunek promocji byłoby mówienie ludziom, że zimny klimat ze zmienna pogodą wzmacnia organizm. Dlatego 40 tys. to trochę dużo za coś, co już się ma.. ale nie wiem, nie czytałem, może jest tam ukryty jakiś czarny koń, czy ślepa kura - już nie pamiętam jak to było w tym przysłowiu

Nie sądzę, żeby emeryci dali się nabrać na to więcej niż jeden raz. Dla mnie bardziej przekonujące jest głośne mówienie o naszych mankamentach jako o plusie, do ludzi, dla których to może być faktycznie na rękę, a nie wmawianie wojennych mądrości, że "ból jest dobry - jeśli go czujesz, znaczy że żyjesz". Da się to sprzedać, ale czy tak ludzie chcą spędzać wakacje? Wiadomo, że w Kołobrzegu ciągle wieje. Wychodzenie z tą informacją do osób uprawiających sporty wodne związane z wiatrem wydaje się bardziej uczciwe, niż wmawianie biednym staruszkom, że trochę piździ, ale dzięki temu jest ciągła wymiana powietrza i lepiej się oddycha
