Alien napisał(a):
A jak zauważył jeden z przedmówców mozemy sie pociąć a i tak o programie decydował producent. I to jest sedno sprawy - nie płaciliśmy i nie mieliśmy mozliwości ingerencji. Poza podaniem osób do wywiadów - a jak widzieliśmy skorzystali z których chcieli.
Bzdura i jeszcze raz bzdura.
Tak się składa, że jesteśmy podwykonawcą dla jednej z warszawskich kancelarii wyspecjalizowanej w obsłudze ujmując ogólnie - artystów, agencji reklamowych, itp. Opiniowałem i obrabiałem masę tego typu umów i wyobraź sobie, że zapisane tam były wszystkie obowiązki i uprawnienia każdej ze stron, sankcje za ich naruszenie oraz dokładne określenie zakresu i rodzaju działań każdego uczestnika danego przedsięwzięcia. Jeśli więc umowa byłaby dobra to producent nie mógłby podrapać się za uchem, jeśli nie wynikałoby to z umowy. Byłoby też wiadomo co TVP pokaże, ile razy i kiedy oraz w jakiej formie.
No ale skoro podpisaliście umowę, która nie dawała Miastu żadnych praw to się nie dziwię, że byliście potem zdani na łaskę producenta, kamerzysty, czy kogo tam jeszcze. Nie dziwi więc też ten pot na Twoim czole.
Ponadto jeśli jedynym sukcesem starań o patronat TVP było uzyskanie prawa do znaczka TVP, to co najmniej niesmaczna była propaganda sukcesu sprzed Dniami Morza uprawiana przez CEPIT i UM w tym zakresie, co słusznie zauważył powyżej qrczak.
Ja rozumiem, że mogło być tak, że TVP Was zupełnie ignorowała i jakbyście stawiali kolejne warunki to by żadnej umowy nie podpisano. Ale jeśli tak niewiele osiągnęliście, jeśli nie mieliście żadnych gwarancji i wpływu na materiały o Dniach Morza i po Dniach Morza, to dlaczego tylko pustych i nieprawdziwych słów padło o tym śmiesznym PATRONACIE TVP?
A druga kwestia od której ciągle uciekasz:
Pytam po raz wtóry, czy nie uważasz, że zostały naruszenie zasady urzędniczej etyki, gdy osoba pracująca dla miasta załatwia materiał, w którym promuje własnym biznes?