wybrałam sie nareszcie na "Piratów z Karaibów" i... jednym słowem REWELACJA.

Niesamowite widowisko, zwłaszcza jeśli sie ogląda na dużym ekranie (efekty specjalne powalające

), do tego ciekawa, pełna nagłych zwrotów fabuła (łatwo się pogubić, kto z kim i dlaczego

), przepiękna muzyka Hansa Zimmera, no i rzecz jasna niezapomniana kreacja Jacka Sparrowa, a także innych aktorów - nawet gra Keiry była bardzo przekonywująca tym razem
a Orlando Bloom - jakoś tak zmężniał i wyprzystojniał...z tą bandamką faktycznie wygląda tak.. hmm... pociagająco
Aż łezka się w oku kręci, że to już ostatnia (przynajmniej na razie) część trylogii... bo rozwiązanie - trzeba przyznać, że zaskakujące, o wiele bardziej niż w drugiej części - ale nie do końca mnie satysfakcjonuje... chyba spodziewałam się czegoś bardziej pomyślnego
"Pytając o miłość", całkiem niezła gra Colina Farrela, całkiem niezły pomysł... tylko efekt taki trochę papierowy, miejscami nie do końca przekonywujący, nie widać było uczuć między bohaterami. A i po Salmie spodziewałam sie czegoś więcej. No ale plus za muzykę i zdjęcia - fajnie oddany klimat lat 30.