Demurrer:
1. Strajki. Szkoda że nie sprawdziłeś - bo pamiętać raczej nie możesz. Ostatni strajk nauczycieli odbył się w kwietniu 1994 roku. Od tego czasu nie było innych - bo przecież oflagowanie szkoły lub manifestację w wolną od pracy sobotę strajkiem nazwać trudno. Proszę więc - nie fantazjuj.
2. Może i prawnicy ciągną 2-3 etaty (prawda?), lecz w przypadku nauczycieli jest to niewykonalne. Szczerze mówiąc, mówimy o jedym etacie + nadgodziny (nie więcej niż 50% pensum). O ile nadgodziny są w szkołach towarem deficytowym, to "dorabianie sobie" w innych szkołach jest już zjawiskiem marginalnym. 95 % zatrudnionych - nawet gdyby chciała i miała najlepsze kwalifikacje - pracy dodatkowej w szkolnictwie nie znajdzie. Ba, zdarzają się przypadki zatrudniania nowych nauczycieli i tym samym "zabierania" nadgodzin już zatrudnionym. Nie muszę mówić jaką to tworzy atmosferę w pracy... Twoje 3300 netto możesz więc między bajki włożyć. Tyle nie zarabiają nawet dyrektorzy z dłuuugim stażem pracy w edukacji. Poczytaj sobie oświadczenia majątkowe na BIP-e, może coś zrozumiesz.
3. Nauczyciele wcale nie są nieusuwalni. I nie mają "gwarancji zatrudnienia". Zauważ, iż coraz mniej dzieci chodzi do szkół (niż demograficzny) a klasy wcale nie robią się mniejsze. Komisja dyscyplinarna przy wojewodzie też ma co robić. Kiedyś rotacji w tym zawodzie prawie nie było - teraz sięga 10% w skali roku. Nie wiem czy chciałbyś, aby Twoje dziecko np. było uczone języka obcego przez 5 nauczycieli (w ciągu 4 lat)... Przy tych zarobkach o jakich mówimy już za klika lat będzie prawdziwy problem z wolnymi etatami w szkolach. Na początek języki obce i przedmioty zawodowe... Tylko chory psychicznie inżynier będzie chciał uczyć zawodu budowlańców za 1000 PLN na rękę.
4. Co do korepetycji, zupełnie mnie nie zrozumiałeś. Proponuję małe ćwiczenie wyobraźni. Wyobraź sobie, że kończysz prawo. I w tym samym momencie dociera do Ciebie, że NIGDY nie będziesz miał ŻADNYCH możliwości dorobienia sobie do głodowej pensji. I nic tu nie pomoże, iż pilnie się uczyłeś i mądrym facetem jesteś. Prawda, że fajna wizja? A tak mają prawie wszyscy zatrudnieni w polskiej oświacie. I nie mów tu o korepetycjach za 50 PLN na godzinę. Bo to promil populacji.
Semerchet:
1. Miesiąc opieki nad studentem to 60 złotych brutto. Płaci po pół roku jego macierzysta uczelnia. Naprawdę. Straszne kokosy to są.
2. Mogę mieć 12 lekcji pod rząd w jednej szkole. Miałem tyle - więc wiem co piszę. Mój rekord to 14. Nie do pobicia.
3. Dodatki do pensji nie wynikają z dobrej woli organu prowadzącego. Według prawa należą się one jak psu kiełbasa. Inna sprawa to ich wysokość. Zapewniam Ciebie, że Kołobrzeg do czołówki miast w Polsce pod tym względem nie należy. Niestety. I chyba nie sugerujesz, iż ktoś w naszym mieście dostaje dodatek wiejski?
4. Popłakałem się, jak przeczytałem o płaceniu za wycieczki. Ze śmiechu. Chyba naprawdę nie wiesz o czym mówisz. Powiedz mi, ile dostaje np. nauczyciel za wyjazd z klasą na 4-dniową wycieczkę? Oczywiście razem z sobotą i niedzielą, bo inaczej dyrektorzy boją się "zarywania lekcji"... Odpowiem za Ciebie: NIC. No może, w drodze łaski, ktoś mu pozwoli nie przyjść w jakiś jeden dzień za niedzielę (wtedy kiedy ma najmniej lekcji).
5. Ja naprawdę nie jestem niezadowolony. Utrzymuje mnie żona. W tym roku dostała 1000 PLN podwyżki (netto)
A co do szkoły... lubię to co robię. I nawet jak kilka razy w miesiącu zapłacę za ksera dla uczniów na mieście - to wolę stracić kasę - niż święty spokój 
