przez Agunia__ » środa, 28 mar 2007, 18:34
Tak jakos mnie naszlo na temat do przeczytania i po nastu stronach lektury zaczynam miec dziwne samopoczucie... Zdrada zdrada pozostanie i niesmak po niej zawsze bedzie, niezaleznie czy jest sie osoba zdradzajaca czy zdradzana.
Zdrada jest tez doswiadczeniem, zaczyna sie patrzec na zwiazki pod innym katem... zdrada zawsze boli i to jest niezmienne (jak jestesmy zdradzani), albo pozostawia niesmak (kiedy zdradzamy)... nie konczy ona zycia (chyba ze jestesmy samobojcami), konczy przewaznie tylko zwiazek, rozpoczyna zawsze cos nowego - odmiennego od poprzedniego.
Nie oplaca sie zdradzac, choc czasami sytuacje wynikaja spontanicznie, a pozniej przychodzi "moralniak"...
Jednak lepiej jest byc wiernym, i robic po kolei - chce sie czegos nowego - skonczyc stare... po co miec rozterki...
niestety zycie przyspiesza i coraz trudniej o wiernosc... o otwarte rozmowy bez skrepowania o tym, ze cos jest nie tak... male nieporozumienia i niedociagniecia przeradzaja sie w duze problemy i frustracje - a pozniej juz tylko krotka droga do porzucenia zasad i szukania ukojenia gdzie indziej.