Mimo to przybiera na sile nowy rodzaj demokracji — demokracja esemesowa. Telewizje już rutynowo nawołują telewidzów, aby głosowali za pomocą SMS–ów. Tą metodą można osiągnąć pożądaną większość w każdej sprawie, a już zwłaszcza w złej sprawie — na tym polega postęp techniczny dzisiejszej ery. Taki chociażby redaktor Lis (nomen omen) każdą swoją audycję „Co z tą Polską?” okrasza głosowaniem telewidzów dokopującym prawicy, PiS–owi, Kaczorom, itp. (jesteś za, czy przeciw), a pod koniec audycji prezentuje wyniki esemesowego głosowania. Za każdym razem wynik jest miażdżąco antyprawicowy (prosalonowy): regularnie w granicach 75–90 proc.
Identyczne wyniki osiąga główne salonowe (kontrprawicowe) radio — TOK FM. Życie jednak bywa złośliwe, więc czasami największym profesjonalistom przytrafia się głupia techniczna wpadka, polegająca na niewyłączeniu mikrofonów w odpowiednim momencie. Nieświętym patronem takich wpadek jest legendarny pechowy casus Misia Uszatka, czyli aktora Mieczysława Czechowicza, który — sądząc, że tuż po finale „Dobranocki” wyłączono mikrofony — burknął: „A teraz, kochane dzieci, pocałujcie mnie w d…!”. Radiu TOK FM przydarzył się niedawno pech analogiczny. Analogiczny technicznie, jednak tysiąc razy ważniejszy, bo polityczny. Zrelacjonowała go Teresa Kuczyńska na łamach „Tygodnika Solidarność”: „W radiu TOK FM (spółka z «Gazetą Wyborczą» i «Polityką») słuchałam programu politycznego, zakończonego zaproszeniem słuchaczy do głosowania na tak lub nie dla tezy programu. Ponad 80 proc. było na tak. Ale jeden ze znanych dziennikarzy, współautor programu, sądząc, że jest już poza mikrofonem, skomentował wynik uwagą: głosy na tak przyszły z dwóch telefonów. Tak powstaje większość sondaży…”.
Całość tu:
http://www.gazetapolska.pl/?module=cont ... le_id=1586
Generalnie Łysiak znowu w wysokiej formie




