MEDIA Trybunał utrzymał przepisy o ściganiu za zniesławienie
Dziennikarze mogą być karani więzieniem
Do dwóch lat więzienia wciąż grozi dziennikarzowi za zniesławienie, także osoby publicznej. Od odpowiedzialności nie zwalnia nawet to, że zarzuty są prawdziwe
Trybunał Konstytucyjny nie dopatrzył się niekonstytucyjności przepisów karnych o zniesławieniu, w szczególności w mediach. Trzech spośród dwunastu sędziów zgłosiło zdania odrębne (prezes Marek Safjan, Ewa Łętowska i Mirosław Wyrzykowski).
Więzienie za prawdę
Przepisy karne dotyczące zniesławienia media krytykują od kilku lat. Zwłaszcza groźbę ukarania dziennikarza więzieniem - do dwóch lat. Zakwestionował te przepisy także Sąd Rejonowy z Gdańska przy okazji rozpatrywania sprawy o zniesławienie, jakiego mieli dopuścić się Bianka Mikołajewska z "Polityki" i Maciej Samcik z "Gazety Wyborczej". Pisali oni na temat niejasnych stron systemu Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych i ich powiązań z politykami. Sąd podał w wątpliwość całe przepisy o zniesławieniu, ale głównie to, że przewidują karalność także za wypowiedzi prawdziwe.
Zgodnie z art. 212 kodeksu karnego zniesławienia dopuszcza się ten, kto pomawia inną osobę lub grupę osób o postępowanie albo właściwości, które mogą poniżyć je w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska. Może więc to być nieprawdziwy zarzut, np. że X nadużywa alkoholu, ale też prawdziwy, np. że ma romans z podległą pracownicą. Jeśli zniesławienia dopuszczono się w mediach, to maksymalna kara wzrasta z roku do dwóch lat więzienia.
Wyjątki zbyt wąskie
Są od tego wyjątki. Nie jest przestępstwem zarzut publiczny i prawdziwy, jeśli uczyniono go w obronie "społecznie uzasadnionego interesu" (art. 213 § 2). Ale nie do końca, jeśli bowiem dotyczy życia prywatnego lub rodzinnego, to tzw. dowód prawdy może być przeprowadzony wyjątkowo, np. dla zapobieżenia niebezpieczeństwu dla życia. Największy spór dotyczy tych wyjątków, ich kryteriów.
Zdaniem autora pytania do TK (sędziego Marcina Stażewskiego) prawdziwość zarzutu powinna w ogóle zwalniać z odpowiedzialności karnej. Wystarczającym narzędziem dyscyplinowania (także mediów) jest droga procesu cywilnego o ochronę dóbr osobistych. Natomiast groźba procesu karnego ma szkodliwy wpływ na wolność wypowiedzi, może skłaniać dziennikarzy do unikania drażliwych tematów (tzw. mrożący skutek).
Proporcji nie naruszono
Trybunał nie dopatrzył się naruszenia proporcji między ochroną czci i dobrego imienia a ograniczeniem (w kodeksie karnym) zasady wolności mediów i wyrażania poglądów. Większość krajów europejskich stosuje sankcje karne dla ochrony czci. Kodeksy Niemiec, Norwegii i Szwajcarii przewidują znacznie wyższe kary niż polski.
Jako przykład niedostatków polskiej ochrony cywilnej Trybunał wskazał niedawne wykonanie wyroku nakazujące "Faktowi" przeproszenie Joanny Brodzik. Formalnie wszystko było w porządku: ogłoszenie miało właściwe wymiary i treść, ale można było odnieść wrażenie, że dziennik urządził sobie z tego zabawę kosztem aktorki.
Według Centrum Monitoringu Wolności Prasy w latach 2003 - 2004 prokuratorzy prowadzili jedynie 26 spraw przeciwko dziennikarzom i w żadnej nie przedstawili zarzutów. Z oskarżenia prywatnego (dane Ministerstwa Sprawiedliwości) takich spraw było więcej - 361, ale tylko dwa razy orzeczono karę więzienia i to w zawieszeniu. Nigdy natomiast sądy nie zakazały wykonywania zawodu dziennikarza. - Trudno uznać, że zakwestionowane przepisy są instrumentem nadmiernej czy dyktowanej politycznymi względami represji ze strony władzy - powiedział Trybunał.
Votum separatum
Zdaniem Ewy Łętowskiej prawdziwy zarzut przedstawiony za pośrednictwem mediów z reguły uznawać należy za uczyniony w obronie społecznie uzasadnionego interesu. Wolność prasy to fundament demokratycznego społeczeństwa: umożliwia pluralistyczną dyskusję publiczną, obieg informacji, utrudnia manipulacje prawem i jego stosowaniem, służy przejrzystości w życiu publicznym. Chodzi więc o to, by w imię ochrony jednostki (czci, prywatności) nie doprowadzić do zamrożenia debaty społecznej i milczenia mediów o niektórych zjawiskach. Zdaniem prof. Łętowskiej ewidentną słabością obecnych regulacji jest brak wyróżnienia wypowiedzi medialnych spośród publicznych oraz takie samo potraktowanie ochrony osób publicznych i zwykłych.
Marek Safjan wskazał w swym zdaniu odrębnym, że wszelkie instrumenty limitujące wolność słowa muszą odwoływać się do jednoznacznych kryteriów. Przepisy o zniesławieniu nie uwzględniają ukształtowanego od lat orzecznictwa europejskiego, że informacja prawdziwa, odnosząca się zwłaszcza do osób sprawujących funkcje publiczne, nie podlega dalszemu wartościowaniu. Przewidziana przez polskie prawo karne konieczność sięgania po dodatkowe kryteria dla usprawiedliwienia podania takich prawdziwych informacji, zagraża wolności debaty publicznej.
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest ostateczny (sygn. P 10/06).
Podyskutuj o tym artykule z autorem e-mail:
m.domagalski@rp.plMAREK DOMAGALSKI