Długoimienny napisał(a):Blaa, kto jak kto, ale ty jako "doświadczony dziennikarz" powinieneś już wiedzieć, że jeśli informacja jest nie do sprawdzenia, to albo jej nie mówimy, albo mówimy ją na własną odpowiedzialność. Poza tym, mówienie informacji w mediach nie opiera się na werbalnym przywołaniu faktu lub plotki, ale wymaga od dziennikarza najpierw sprawdzenia informacji, a następnie umozliwienia wypowiedzi dla wszystkich zainteresowanych stron. Ale nie na zasadzie, że ja dziś mówię, a ktoś jutro przyjdzie i się ustosunkuje. Wtedy pozostaje sprostowanie i przeprosiny, albo sąd.
Święte słowa.
Najpierw dziennikarz z należytą starannością (vide prawo prasowe) sprawdza swe info, prosi o stanowisko stronę, a potem wygłasza publicznie lub smaruje w gazecie swoje rewelacje.
A Pan Wieczorek przyjął zasadę odwrotną, tj. że każdy przez niego "oplotkowany" (żeby nie użyć słowa pomówiony) ma sam udowadniać swoją niewinność (sic!).
A pytania można mnożyć. Praktycznie każdego można w formie „pytającej” publicznie obsmarować. A potem jak ktoś wyjaśni, że takie insynuacje to bzdura, bez żadnych podstaw faktycznych, to skromnie spuści się niewinne oczka, kwitując że ja tylko pytałem.
To jest chore. I oczywiście nikomu komu powinno to przeszkadzać, to nie przeszkadza.