C.R.A.Z.Y.
Wprawdzie to było dzisiaj, ale nie bądźmy drobiazgowi
Ostatnio sporo mamy filmów poruszających sferę homoseksualzmu. Wytknięto mi wprawdzie, że C.R.A.Z.Y. to nie taki świeży obraz, ale przyjmijmy że jestem sentymentalna i filmy z roku 2005 uważam za "ostatnie". I tak homo-romans "Brokeback Mountain" (wybaczcie, ale dla mnie nuda), sprawny "Czas, któy pozostał" - niby nie o homoseksualizmie, a o umieraniu, a właściweie o życiu naprawdę. W tym filmie akurat urzekło mnie to, że choć był on z homo-bohaterami, to wcale nie to było tematem filmu. Ale ogólnie mimo chwytliwej tematyki obydwa plasuję gdzieś w klasie średniej
Do rzeczy koleżanko
Może to nie nowość, ale C.R.A.Z.Y. ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Świetne zdjęcia, oklaski za muzykę zawsze stawiającą tą przysłowiową "kropkę nad i" w oglądanych scenach i wreszcie to, czego dawno tak pozytywnie nie odebrałam - czyli gra aktorska. Miło popatrzeć
Jestem przekonana, że film ten może spodobać się również tym, którzy tematyki homoseksualizmu unikają. W filmie nie uzykujemy klarownej odpowiedzi, czy bohater jest rzeczywiście "homo", czy tylko "bi". Autorzy nie zaczepiają o ten temat idąc na łatwiznę i chwytające za serce scenki rodzajowe. I chyba to właśnie sprawia, że film ten jest autentycznie miły dla oka, ucha i ... duszy...
Szczerze polecam.