Sprzątaczka z językami
Niemal od każdego kandydata do pracy firmy żądają znajomości języka obcego. Takie praktyki często są po prostu dyskryminacją
W prasie pełno jest ofert zatrudnienia, w których żąda się od kandydatów znajomości języków. To nie jest, jak wiadomo, mocna strona Polaków. Czy zatem niektórzy mogą się poczuć dyskryminowani w ojczystym kraju? Eksperci twierdzą, że niekiedy tak.
Nie mów po polsku
Bywa i tak, że zagraniczne firmy działające w Polsce nakazują wszystkim zatrudnionym, by w biurze mówili jedynie w obcym języku. W ocenie ekspertów narusza to m.in. ustawę o języku polskim, która już w swojej preambule zastrzega, że język ojczysty to element narodowej tożsamości i dobro narodowej kultury.
- Dlatego pracownicy nie muszą słuchać takiego polecenia jako niezgodnego z prawem - zastrzega prof. Wratny z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych - a pracodawcy nie wolno z tego powodu wyciągać konsekwencji służbowych. Jeśli ktoś został za to zwolniony, przysługuje mu roszczenie o przywrócenie do pracy lub odszkodowanie.
Sprawiedliwy werbunek
Pracodawca ma równo traktować wszystkich już na etapie werbowania personelu. Kodeks piętnuje jakąkolwiek dyskryminację w zatrudnieniu z jakichkolwiek powodów. Odstępstwa dopuszcza tylko wtedy, gdy są obiektywnie uzasadnione.
- I wedle takich kryteriów firma ma sobie dobierać pracowników - uważa Piotr Wojciechowski, wicedyrektor Departamentu Prawnego w Głównym Inspektoracie Pracy. - Dotyczy to również znajomości języków obcych.
Zdaniem dr. Krzysztofa Walczaka z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, firmie nie wolno żądać od wszystkich rekrutowanych posługiwania się np. angielskim, bo to przesada. Musi go znać kandydat na stanowisko, na którym jest to rzeczywiście niezbędne, np. menedżer, handlowiec, stewardesa lub sekretarka. Sprzątaczka czy szeregowy pracownik już nie - precyzuje prawnik.
Poszkodowany do sądu
Odmowa przyjęcia do pracy z powodu nieznajomości języka obcego zdarza się często. Jeśli jednak odrzucony uważa, że taka umiejętność nie jest konieczna na jego stanowisku, może pozwać ewentualnego chlebodawcę i zarzucić mu nierówne traktowanie. Ma prawo żądać odszkodowania nie niższego od minimalnego wynagrodzenia (obecnie 899,10 zł). - Sąd bada wówczas, czy przy sprawowaniu danej funkcji język jest rzeczywiście potrzebny - zauważa dr Walczak - czy też może się kiedyś przydać.
Według dyrektora Wojciechowskiego spory takie nie są łatwe do rozstrzygnięcia. Przykładowo: właściciel sklepu mięsnego nie ma prawa wymagać od sprzedawczyni umiejętności posługiwania się językiem niemieckim tylko dlatego, że kiedyś może się trafić klient będący Niemcem. Sprawa jest jednak dyskusyjna, gdy w grę wchodzi sklep położony w rejonie przygranicznym, gdzie uczęszcza dużo obcokrajowców.
Wyższe kwalifikacje, lepsza płaca
Kodeks zabrania również jakiejkolwiek dyskryminacji w wynagradzaniu, dostępie do awansów czy szkoleń zawodowych. Czy zatem pracodawca, który przyznał w regulaminie specjalne dodatki za znajomość języków, może spać spokojnie? Prof. Jerzy Wratny nie dopatruje się w takich postanowieniach niczego nagannego.
- Zasada "im wyższe kwalifikacje, tym lepsze pieniądze" to tradycyjna podstawa kształtowania polityki płacowej w firmach - uważa. - Potwierdza to zresztą wprost art. 78 kodeksu pracy, w świetle którego pensja powinna odpowiadać m.in. rodzajowi pracy i kwalifikacjom niezbędnym do jej wykonywania. Analogiczne reguły obowiązują przy kierowaniu personelu na różne kursy, w tym językowe. Jeśli firma wykupiła szkolenia, których celem jest doszlifowanie języka, to ma prawo kierować na nie wyłącznie osoby władające już nim w pewnym stopniu.- Co innego, gdy pracodawca finansuje załodze szkolenia stopnia podstawowego i wysyła na nie tylko niektórych - wyjaśnia profesor. - Wówczas można mówić, w zależności od okoliczności, nawet o naruszeniu reguły równego traktowania.
RENATA MAJEWSKA

Ma do tego prawo. Moze sie rozczarowac bo nie bedzie mial chetnych i obnizy wymagania. Wolny rynek. Jezeli nie znajdzie sprzataczki z znajomoscia jezykow obcych to, albo poszuka nieznajacej jezykow (i z pewnoscia ja znajdzie) badz nie bedzie mial sprzataczki (i syf w firmie). Pracodawcy wybor w koncu to jego firma.
Robia z naszego miasta kurort niemiecki gdzie zadaja abysmy im uslugiwali i tanczyli wokol nich na kazde skinienie
glupota totalna