Rzeczpospolita, 04.02.06
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wyd ... t_a_2.html
"Wolność słowa nie jest prowokacją
Zachodnie gazety podzieliły się na te, które opublikowały karykatury Mahometa, i te, które tłumaczą, dlaczego tego nie uczynią. I jedne, i drugie podkreślają, że na tym polega wolność słowa.
Muzułmanie wytaczają coraz cięższe działa przeciwko idei wolności prasy. Twierdzą, że publikowanie ośmieszających wizerunków proroka to bluźnierstwo. W Europie nikt nie chciał się wczoraj przyznać do ulegania tej presji. Jednak coraz więcej jest opinii, że przedrukowywanie kontrowersyjnych rysunków to niepotrzebna prowokacja. Pierwsze oznaki schizmy przyszły z Wielkiej Brytanii. Szef dyplomacji Jack Straw wyraził nawet uznanie dla tamtejszych mediów za to, że nie podsycały muzułmańskiej nienawiści. "The Times" i "Guardian" zdecydowały się na obszerne wyjaśnienie swoim czytelnikom, dlaczego nie dołączą do tych tytułów, które pokazały rysunki. "Wiązanie Mahometa z zamachami może być groźną w skutkach prowokacją. Z tego samego powodu nie byłoby u nas wizerunku Chrystusa w mundurze SS" - napisał komentator "TT". BBC i "The Sun", największy dziennik w kraju, zdecydowały się jednak pokazać wizerunki proroka. Obie redakcje tłumaczyły, że bez tego odbiorcy nie mogliby zrozumieć istoty sporu. Podobnie uzasadniały swoją decyzję francuskie dzienniki "Le Monde" i "Liberation" oraz włoskie "Libero" i "La Padania". Z kolei Ayaan Hirsi Ali - autorka scenariusza do filmu o przemocy wobec muzułmańskich kobiet (film ten przypłacił życiem jego reżyser Theo Van Gogh) - powiedziała wprost: - To jest Europa, jeśli chodzi mi coś po głowie, to o tym mówię.
Swoboda wyrażania poglądów to koronny argument wysuwany w obronie europejskich mediów. - Naczelną zasadą, której się trzymamy, jest wolność prasy - tym przekonaniem próbowano oddalić muzułmańskie pretensje. Tak mówił premier Danii Anders Fogh Rasmussen, broniąc dziennika "Jyllands-Posten", od którego zaczęło się całe zamieszanie. To samo można było usłyszeć od przedstawicieli Unii Europejskiej, mediów, które solidaryzowały się z duńską gazetą, wreszcie od działaczy organizacji Reporterzy bez Granic.
Wspomniany wcześniej szef duńskiego rządu miał w piątek szansę wylać trochę oliwy na wzburzone fale, ale podczas spotkania z siedemdziesięcioma ambasadorami powiedział tylko tyle, że nie odpowiada za to, co piszą niezależne gazety, i przeprosin nie będzie. Zawiodło to oczekiwania niektórych ambasadorów. - Reakcja Rasmussena rozczarowuje - przyznał ambasador Egiptu w Kopenhadze Mona Omar Attia.
W obronie muzułmanów stanął w piątek premier Turcji Recep Tayyip Erdogan. Poparł go patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I. - Wszyscy powinniśmy szanować religijne przekonania innych - powiedział w Stambule.
Echa wojny dotarły również za Atlantyk. Świat doczekał się wreszcie oświadczenia z Waszyngtonu. I oświadczenie to nie budzi wątpliwości: "Publikacja karykatur Mahometa w europejskiej prasie jest niemożliwą do zaakceptowania zachętą do nienawiści religijnej lub etnicznej" - napisano w Białym Domu.
Są też pierwsze sygnały z Polski. "Godną potępienia bezmyślnością" nazwała publikację karykatur Rada Wspólna Katolików i Muzułmanów w swoim oświadczeniu. Z przytaczanym przez część zachodnich mediów argumentem "swobody wypowiedzi" nie zgadza się również dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy. - Gazety to nowy wynalazek. Oburza mnie to, że próbują narzucić swój porządek o wiele od siebie starszej tradycji. Wartościom, które od wieków są wspólne setkom milionów ludzi, należy się szacunek - powiedział Miłosz Marczuk w rozmowie z "Rz". "