przez Stavro » niedziela, 13 lis 2005, 14:08
Wygraliśmy po meczu walki – powiedział schodząc z parkietu Łukasz Wichniarz. – Od pojedynku z Notecią gramy zespołowo, a naszą siłą jest drużyna - dodał skrzydłowy Kotwicy. Kołobrzeżanie po zespołowej grze sprawili wielką sensację i pokonali Anwil Włocławek 70:67. To największy w historii beniaminka ekstraklasy sukces.
Już pierwsze minuty meczu pokazały, że kołobrzeżanie nie ulękli się sławy rywali. A gdy Hamilton trafił zza lini 6,25 gospodarze objęli pierwsze w tym pojedynku prowadzenie – 5:2. Kotwica grając z ogromną determinacją powoli zyskiwała przewagę. Sporą w tym zasługę miał Ignatavicius, który znakomicie radził sobie w pojedynkach z Edem Scottem. Doszło do tego, że trener Urlep posadził swojego rozgrywającego na ławce rezerwowych. Na dodatek koszykarze z Włocławka dużo faulowali. W pierwszych 10. minutach na swoim koncie zapisali aż 10 fauli (w tym po trzy mieli Duscak i Radke). Kołobrzeżanie za to razili w egzekwowaniu wolnych (w tej kwarcie 5 nietrafionych, a w całym meczu aż 13).
W drugiej kwarcie trener Krajewski zdecydował się wprowadzić do gry narzekającego na kłopoty żołądkowe Dennisa Mimsa. Środkowy Kotwicy miał wręcz wymarzone wejście. Już w pierwszym swoim kontakcie z piłka popisał się skutecznym blokiem, który niemal wbił w parkiet Roberta Witkę. W chwilę później zaprezentował efektowny wsad. Na dodatek zagrał – jako jedyny zawodnik w tym meczu – na stuprocentowej skuteczności. Wyeliminowanie reżysera gry Anwilu i dobra postawa w walce pod koszami dała Kotwicy po dwóch kwartach przewagę wynoszącą sześć punktów – 42:36.
Początek trzeciej kwarty to przebudzenie wicemistrzów Polski. Po serii zdobytych ośmiu punktów z rzędu uzyskali prowadzenie. Wówczas Łukasz Wichniarz przypomniał wszystkim, że potrafi rzucać za „trzy”. Trafił dwukrotnie. Punkty dołożył też Arabas i Kotwica mogła pochwalić się serią zdobytych punktów 10:2. W końcówce tej części lepiej grał Scott, a Anwil zaczął zdobywać punkty. Trzy zdobyte równo z syreną punkty przez Hajrica dały nawet Anwilowi prowadzenie 59:58.
Ostatnią część udanie rozpoczęli kołobrzeżanie. Ignatavicius trafił za trzy i gospodarze uzyskali przewagę – 61:59. Zwycięstwo nadal było jednak sprawą otwartą. Jednak gracze obu zespołów aż przez cztery minuty – od 32 do 36. minuty – nie potrafili zdobyć punktów. Na parkiecie trwała bardzo zacięta walka. Pod tablicami królował Hamilton i Mims, a Pirsko na zmianę z Ignataviciusem pozbawili Scotta w ogóle chęci do gry. Ostatnie sekundy meczu kibice, którzy tym razem do ostatniego miejsca wypełnili kołobrzeską halę Milenium oglądali już na stojąco. A na parkiecie po akcji i dwóch punktach Scotta Kotwica prowadziła tylko 69:67. Na dodatek Scott przy tym rzucie był faulowany. Wolnego nie zamienił na kolejny dla włoclawian punkt. Odbitą od obręczy piłkę złapał Ignatavicus. Szybko został sfaulowany. Z dwóch wolnych trafił jednego, a piłkę przejęli włocławianie. Mieli całe siedem sekund na jej rozegranie i oddanie celnego rzutu za trzy punkty. Przy panującym w hali Milenium olbrzymim rwetesie koszykarze Anwilu nie zdołali oddać w ogóle rzutu. Kotwica utrzymała przewagę i sprawiając niespodziankę pokonała wicemistrzów kraju. Sukces miał też swoją cenę. Jeden z koszykarzy Kotwicy zwycięską piłkę rzucił kibicom, a jeden z nich postanowił zatrzymać ten historyczny przedmiot dla siebie.
Po meczu powiedzieli:
Andrej Urlep (trener Anwilu Włocławek): Kotwica wygrała, bo chciała wygrać. Moi zawodnicy myśleli, że wystarczy założyć na siebie koszulkę Anwilu i już… wygrywa się. A dziś Kotwica nie ulękła się koszulek. Koszykarzom Anwilu zabrakło motywacji do walki.
Wojciech Krajewski (trener Kotwicy): Przez cały tydzień wpajałem graczom, że do wygrania z takim jak Anwil rywalem trzeba nastawić się na walkę. I to przez całe czterdzieści minut. Po zwycięstwie w Inowrocławiu i po tych wszystkich zmianach w składzie drużyny wreszcie nasz zespół ustabilizował się. Dziś ławka rezerwowych „żyła” meczem. Sędziowie musieli uspakajać zawodników... Dlatego mogę powiedzieć, że mamy zespół i to nie tylko na boisku, ale i poza nim. Dziś wszyscy bili się. Pewną niewiadomą była postawa Mimsa. Postawiłem na niego, a on nie zawiódł.
Robert Witka (skrzydłowy Anwilu): Trener Urlep powiedział wszystko co można było po takim meczu powiedzieć. Nie mam nic więcej do powiedzenia.
Łukasz Wichniarz(skrzydłowy Kotwicy Kołobrzeg): Przed dwoma tygodniami przepraszałem kibiców nie za porażkę w meczu ze Stalą, ale za styl jaki w nim zaprezentowaliśmy. Sądzę, że dziś wszyscy widzieli, że poprawiliśmy się. Sprawiliśmy nie tylko sobie, ale i wszystkim kibicom nie lada niespodziankę. Na koniec chciałbym podziękować wszystkim za doping. Dziś był nam bardzo potrzebny.
Wojciech Kukliński