... wróciłam właśnie z moich wojaży... zakończyły się wybornie... dwunastogodzinną jazdą osobówkami ... pomyłkowym pociągiem... zepsutą lokomotywą... szaloną jazdą taxi z wioski do wioski by zdążyć na przesiadkę... impulsywną rozmową polityczno-prawną z pijanym facetem - niedoszłym prawnikiem ... szkoda gadać... ale ważne, że w domciu czekał mój "kochany misiek" do którego wreszcie mogłam się przytulić i pościelone łóżeczko to czas lulu...
... pierwszy dzień w pracy po długim naukowym urlopie mogę zaliczyć do udanych... zleciał szybko... przyjemnie... i jakoś bez komplikacji... a do tego te słodkie babskie ploteczki , chyba już się za nimi stęskniłam