Dla podniesienia tych smutnych nastroi cytuję historie, którą dzisiaj usłyszałem a krąży po sieci do ściągnięcia na telefon (orginał oczywiście lepszy bo nie wszystko zapamiętałem):

Wyjaśnienie pracownika budowlanego skierowane do firmy ubezpieczeniowej w sprawie wypadku na budowie:
W dniu odniesienia tych ciężkich obrażeń na swoim własnym ciele postanowiłem samodzielnie wykonać pracę. Ponieważ akurat nie było nic do roboty, wszedłem na dach.
Zrobiło mi się żal, kilkunastu cegieł. Postanowiłem znieść je na dół. Żeby było łatwiej, a głupi, to ja nie jestem, załadowałem je do beczki po smole. Na dole chwyciłem za sznur od żurawika i mocno pociągnąłem. Naprężona lina uniosła beczkę przez co ona wychyliła się ,
aż dach się skończył. Jakież było moje zaskoczenie kiedy lina gwałtownie szarpnęła mnie, a ja, żeby nie stracić równowagi trzymając ją mocno, rozpocząłem szybki spacer do góry.
Wtedy wymyśliłem że ta cała beczka cegieł waży więcej niż moje 67kg ciała. Puszczać sznura nie zamierzałem bo właśnie mijałem II piętro. Na wysokości trzeciego piętra nastąpiło moje pierwsze spotkanie z beczką, która mimo , że trwało to chwilę wyrządziła mi wielką krzywdę. Kontynuowałem swoją dramatyczną podróż aż do dużego bólu kiedy palce weszły mi do rolki żurawika. Na całe moje nieszczęście beczka dotknęła już ziemi i się częściowo wyładowała. Poznałem to po tym iż zaczęła się jazda w dół . Trwało , to krótko. Kiedy leżałem już na ziemi pomyślałem, że nie ma co już tej liny trzymać. Moje zdziwienie zmieniło się w przerażenie, kiedy na twarz i brzuch spadła mi beczka, której już nic u góry nie trzymało, to spadła. Dlatego uważam, że 110% utraty zdrowia to mogę policzyć spokojnie, 70% za ciało i 40% za głowę. O swoim drugim spotkaniu z beczką nie wspomnę jak już leciałem silnie w dół. Protestuję i nie rozumiem dlaczego nie chcecie wypłacić mi tych paru groszy za taką pracę. Jeśli nie wy , to kto mi zapłacić , ma?
