przez keeper » piątek, 3 cze 2005, 21:45
"Basen" F. Ozon..kino francuskie cierpi..chociaz nie, jeszcze nie teraz z tym sądem, bo znowu dostanę przez plecy gumową pałą... Czuje się rozczarowana, jak zwykle naczytałam się tych bzdur na okładce . Miało być lepko, klimatycznie, sensualnie. Było nudno i nieskładnie. 2/3 dialogów odklepali po angielsku. Charlotte Rampling grająca postać Sary, angielskiej autorki krymianłów poszukującej weny w willi swojego wydawcy w Prowansji była sucha, żylasta i małoprzekonywująca. Nawet w momencie odkrywania swojej seksualności zachowywała się jak pensjonarka w papilotach i kapciach z króliczym futerkiem.. Ale! Ludivine Sagnier grająca postać Julie- córki owego wydawcy, która przybywa do willi i której seksualność została już dawno odkryta i to wielokrotnie..jest fascynująca. Kreacja Sagnier to duży atut tego filmu, o ile nie jedyny. Obie panie nie chca, ale tolerować siebie muszą. Z tą wzajemna fascynacją jest gorzej, ale za to całkiem ciekawie pokazany jest proces twórczy. Przez cały czas trwania filmu mamy wrażenie, ze coś się zaraz wydarzy..lada moment, za chwilunie, no może nie teraz, ale za 15 minut na pewno..czekac musimy długo, a kiedy już się dzieje (bo w filmie mamy jednego trupa), to na twarzach pojawia się grymas niedosytu. Zakończenie może wydac się frapujące, ale pytanie: o co chodzi? bez odpowiedzi pozostaje tylko przez chwilę..
Basen był fajny, ale "Basen" nie..