Sredniej wielkosci miejscowosc w Niemczech, maly supermarket w godzinach popoludniowych:
Biegam z wozkiem pomiedzy półkami, ot normalne zakupy...
Z dala dobiega glosne rżenie ihaha uhahah (smiech)
Czworka mlodych ludzi wpada do sklepu. Dwie panienki w towarzystwie dwoch lepkow.
I zaczyna sie kabaret.
Koles jeden z drugim zaczynaja glosno eksponowac znajomosc jezyka polskiego, a laski im wtoruja i zacieszaja:
"Ku...a idziemy dzisiaj na balety do (popularnego klubu)??
ja pie...e to trzeba ku...a browary kupic ...
ch...j ku..a nie maja Beck'sa ... dobra k...a gdzie indziej kupimy
dawajcie bierzemy chipsy i spi....my...
O! Patrzcie ku...a, Persil tutaj jest ku...a o 50 centow tanszy ..
ja pi..le, a ja kupilam wczoraj w Realu"
Tak oblegali polka z proszkiem
, ze nie moglem przejsc ... to sobie mysle ..hmm.. poczekam chwile, az sie przesuna .. nie odzywalem sie ...
Jedna panienka na mnie spoglada i mowi do wszystkich...
"ej... przesuncie sie, bo pan chce przejsc.."
Kolesie na mnie oko, a jeden z nich
" ja pi...e, no to niech przechodzi, kto go ku..a trzyma"
Na to ja oczywiscie po Polsku:
"Ziomuś, nie bój małego, pan sobie poradzi. Ja trzeba bedzie to i cie przestawi"
i poszedlem dalej
Od razu sie ciszej zrobilo, goscie czerwoni, panienki od razu banan na twarzy i totalna pompa z kolesiow ... poszli do kasy i tyle ich widzialem.
I tak jest coraz czesciej. Jak czlowiek slyszy takich ludzi to sie po prostu wstydzi.
Nie dosc, ze im jezyk zubozal to po niemiecku tez najczesciej wyslowic sie nie potrafia.
