... a więc wróciłam... i pierwszy raz nie cieszę się z powrotu do domu... "tam" jakoś mi lepiej chyba było... ... a teraz pełna wrażeń staram się nie myśleć, że weekendowe wakacje za mną i jutro rano trzeba iść do pracy
Przyjechał wujek i sprawił ,że jeszcze bardziej przezywam całą ''tą ''sytuację.
Najgorsze jest to ,że on nie umie uszanowac naszych uczuc względem tego co się stało.....
Dziś pociesza mnie przekonanie, ze zawsze może być gorzej...
Spadając na dno, prędzej czy później się od niego odbiję... Ale ile mi jeszcze trzeba czekać... Nastrój wobec tego niezaciekawy...