Strona 1 z 3

PostNapisane: piątek, 18 mar 2005, 17:57
przez Morland
Nie.

PostNapisane: piątek, 18 mar 2005, 18:17
przez Roman
To by zależało od mojej ogólnej sytuacji. Zaznaczyłem jednak "tak", bo nie lubię cierpieć zwłaszcza bólu, który nie ma żadnego celu (nie jest wysiłkiem, w celu uzyskania czegoś) - takie cierpienie uważam za bezsensowne. Ciężko mi powiedzieć z ręką na sercu jak bym się zachował w takiej sytuacji.

PostNapisane: piątek, 18 mar 2005, 18:18
przez Slayer
tez zaznaczylem 'tak'. Wszystko zalezy od sytuacji i uwazam ze kazdy by to zrobil gdyby zycie go porzadnie przycisnelo...

PostNapisane: piątek, 18 mar 2005, 18:23
przez Sylwia
tak

PostNapisane: piątek, 18 mar 2005, 18:25
przez kawon
a skad mam wiedziec... nie potrafie siebie postawic w sytuacji smiertelnej choroby i bolu nie do zniesienia. Jesli cos takiego mnie spotka, wtedy sie bede martwil bo teraz to gadanie ze ślepym o kolorach

PostNapisane: piątek, 18 mar 2005, 18:40
przez Easy Rider
zdecydowanie tak :!:

PostNapisane: piątek, 18 mar 2005, 19:02
przez Joey
zaleazy od sytuacji, ale tak

PostNapisane: piątek, 18 mar 2005, 19:38
przez Olga
zdecydowanie TAK

PostNapisane: piątek, 18 mar 2005, 19:51
przez dziurawe kalesony
Eutanazja...... bardzo ciężkie pytanie, trudno mi na nie odpowiedzieć nie będąc w dramatycznej sytuacji, więc nie odpowiem, bo na chwilę obecną po prostu nie wiem.
Gdybym nawet była, to chyba NIE, bałabym się, no nie wiem, tak mi się wydaje.

http://rudy2way.30.pl/

http://nobody64.webpark.pl/eutan5.html

PostNapisane: piątek, 18 mar 2005, 20:37
przez McCool
Pusty głos... Nie ma na to jednej, klarownej odpowiedzi bo to wszystko zależałoby od sytuacji i szczerze mowiac zaloze sie ze zaden z was nie wie, co by wtedy postanowil i jak by sie to potoczyło... Pamietajcie, że to "życie weryfikuje poglądy"...

PostNapisane: piątek, 18 mar 2005, 20:53
przez yennefer
dziurawe kalesony napisał(a):Eutanazja...... bardzo ciężkie pytanie, trudno mi na nie odpowiedzieć nie będąc w dramatycznej sytuacji, więc nie odpowiem, bo na chwilę obecną po prostu nie wiem.
Gdybym nawet była, to chyba NIE, bałabym się, no nie wiem, tak mi się wydaje.

http://rudy2way.30.pl/

http://nobody64.webpark.pl/eutan5.html


zgadzam sie z tym, jak i z wypowiedzia darka.kg.
łatwo nam oceniac z 'pozycji miekkiej kanapy", kiedy wiemy, ze to i tak nas nie dotyczy... natomiast prawdziwy dramat zaczyna sie wtedy, gdy gdybania przeradzaja sie w rzeczywistosc.
dlatego trudno ocenic, jakbysmy sie zachowali w tak ciezkiej sytuacji, tak naprawde nikt tego nie wie, bo w sytuacji ekstremalnej czlowiek moze ujawnic nawet najbardziej skrajne zachowania.
jednak najwiekszym darem jest wlasnie zycie, dlatego naprawde nie wiem, czy latwo by mi bylo z niego zrezygnowac, zbyt jestem do niego przywiazana - do zycia we wszystkich jego, nawet najciemniejszych przejawach. :zawstydzony:

PostNapisane: piątek, 18 mar 2005, 20:59
przez Sylwia
może powiem inaczej: chcę mieć wybór

PostNapisane: piątek, 18 mar 2005, 21:10
przez EmDeKa
Z jednej strony - jestem bardzo mało odporny na ból (to pozostałość po cierpieniu w inkubatorze, spadła na mnie lampa kwarcowa); - więc wiedząc, że nadchodzi nieuniknione i w dodatku bolesne, doczekałbym tylko momentu nietolerancji bólu, przy możliwych do zastosowania narkotykach. A potem - adieu.

Patrząc jednak na problem z drugiej strony: moje najdroższe, jedyne, kochane Słoneczko, aniołek najcudowniejszy, moja córeczka Julka - patrzy na mnie, przychodzi codziennie do (załóżmy) sali szpitalnej mówiąc, że już niedługo "sysko będzie dobze tatusiu" - wiem, że nigdy, nawet cierpiąc, nie zdecydowałbym się świadomie na śmierć. Żeby przeciągnąć jeszcze... przedłużyć choć o kilka oddechów, o kilka muśnięć Jej policzków, o kilka zapachów mięciutkich włosków... o uśmiech, o błysk oczek kochanych...

Nie mogę więc dać zdecydowanej i jasnej odpowiedzi.