2.11.2005
filmweb napisał(a):Największy przebój węgierskich kin ostatnich lat. Opowieść o młodym człowieku Bulcsu, który uciekając od swojego dotychczasowego życia podejmuje pracę jako kontroler w metrze. Jego życiem od tej pory rządzą proste zasady. Ludzie, którzy chcę jeździć metrem muszą kupić bilet. Jego zadaniem jest sprawdzenie, czy faktycznie to zrobili.
Życie Bulcsu zmienia się na lepsze. Dobrze się czuje w "rodzinie" kontrolerów a z czasem poznaje dziewczynę, dla której nie jest obojętny. Jednak aby zdobyć jej serce Bulcsu będzie musiał udowodnić swoją wartość. Pasażerów metra nęka tajemniczy zakapturzony mężczyzna, który - jak do tej pory - pozostaje nieuchwytny, Bulcsu podejmuje się go złapać...
9.11.2005

filmweb napisał(a):Jeden dzień w Europie opowiada cztery historie będące wariacjami na podobny temat: turystów, policji i złodziei. Dzieją się w tym samym czasie w Stambule, Santiago de Compostella, Berlinie i Moskwie. Ich bohaterowie przyjeżdżają do obcego kraju i zostają okradzeni, a w dodatku nie znają języka.
Reżyser i scenarzysta Jednego dnia w Europie Hannes Stoehr, niemiecki trzydziestolatek, rozbraja narodowe stereotypy, przewrotnie nimi grając. W epizodzie rosyjskim wpadamy w objęcia dwóch postaci Rosji naraz - bandyckiej i serdecznej, totalitarno-biurokratycznej i dobrodusznej.
W Stambule posterunek policji kojarzy się z pamiętnymi kazamatami z "Midnight Express" Alana Parkera, ale tylko w pierwszej chwili. Bo wszystkich policjantów podnieca tego dnia mecz w telewizji. Tym razem oszustem okaże się Niemiec, a tym, który mu zaufa - turecki taksówkarz doskonale znający niemiecki.
Węgierski pielgrzym okradziony przed katedrą w Composteli okazuje się depresyjnym nauczycielem historii, kandydatem na samobójcę, od którego z daleka wieje tragedią dziejową. Ale co stanie się z węgierską melancholią, gdy trafi na hiszpańskiego policjanta - donżuana i lekkoducha?
Gdzie by nas najlepiej mogli okraść? - zastanawia się w epizodzie berlińskim francusko-arabska para ulicznych artystów, którym skończyły się pieniądze. Co powiedzieć policji? Że zrobili to niemieccy skini z blokowisk? Turcy z Kreuzbergu? Polacy, Rosjanie, Uzbecy, Kazachowie? Co za różnica! A może sami zostaniemy złodziejami?
16.11.2005

filmweb napisał(a):Opowieść o poszukiwaniu szczęścia, tęsknocie za miłością, zmaganiu z samotnością i brakiem porozumienia między ludźmi. Szaleństwo staje się tu jedynym sposobem na zmierzenie się ze światem.
Bohaterami tej tragikomedii są młodzi ludzie uwikłani w dziwne związki emocjonalne. Jana wydzwania do kochanków z budki telefonicznej pod swoim domem; Mucha porzucony przez kolejną dziewczynę wiąże się z odkurzaczem i manekinem; Piotr, aby zatrzymać dziewczynę, sięga po indiańskie rytuały; Alicja i Jerzy płacą postronnym ludziom, aby ich obserwowali w łóżku, bo inaczej nie mogą się kochać. Wszyscy składają się na portret zbiorowości, w której samotność stała się normą, a miłość ma coś z fast foodu - nie może trwać zbyt długo, bo następni wygłodzeni klienci czekają w kolejce.
W swoim filmie Zelenka – m.in. współtwórca słynnych „Samotnych” - wierny jest czeskiej tradycji mądrego humoru spod znaku Haszka, Hrabala, Havla i Menzla. Potrafi jednocześnie przełożyć ją uniwersalne doświadczenie: dla wielu dwudziesto- i trzydziestolatków jego twórczość stała się pokoleniowym manifestem. Zelenka dotyka bowiem najbardziej czułego punktu młodych ludzi - potrzeby życia w związku. Jego bohaterowie bez końca poszukują partnera, a ich desperacja graniczy z szaleństwem.
23.11.2005

filmweb napisał(a):Na kolejny film Wong Kar-waia świat czekał ponad 4 lata. Do ostatniej chwili przed premierą na tegorocznym festiwalu w Cannes, reżyser pracował w montażowni nad nakręconym materiałem. "2046" nie dostał na festiwalu żadnej nagrody, jednak w ankiecie krytyków filmowych z całego świata uznany został najlepszym z obrazów pokazywanych w konkursie.
"2046" to skąpana w niezwykłym świetle, pełna zmysłowości i melancholii opowieść o ludziach którzy zakochują się i odkochują zawsze za wcześnie lub trochę za późno. Jak w każdym filmie Kar-waia najważniejsze są tu niuanse, niedopowiedzenia, gra gestów i spojrzeń, którymi bohaterowie komunikują swoje niespełnienie.
Tytuł filmu odnosi się do numeru hotelowego pokoju, w którym spotykali się bohaterowie "Spragnionych miłości", a także do niezwykłego pociągu, który kursuje między teraźniejszością a przyszłością.
30.11.2005

filmweb napisał(a):Z jednej strony "Baraka" to 96-minutowy dziennik z podróży, z innej - medytacja nad naszą planetą. Reżyser Ron Fricke ["Koyaanisqatsi" [1982]] jeździł z 70 mm kamerą po całym świecie, by uwieczniać obrazy ludzi i natury. Niektóre z nich są zwyczajne, jak ruch uliczny na Manhattanie, inne - niezwykłe, jak zaćmienie słońca, jeszcze inne - pełne rozpaczy - jak widok śmieciarzy pełzających niczym kraby po wysypisku śmieci w Kalkucie.
