problem rozwiązałby się, jakby z przedmiotu "religia katolicka" stworzono tak jak jest we Francji (a laicyzacja tego kraju wynika z innych przyczyn) przedmiot "religioznawstwo". Oczywiście zajęcia prowadzone przez kompetentnych nauczycieli (a nie, że opinia proboszcza jest decydująca o kwalifikacjach).
Byłem u kumpla w Szczecinie dzisiaj. Opowiadal mi o swoim liceum i mowil ze oni tam mają tak, ze jak ktoś nie chce chodzić na religie ( z wlasnej woli, a nie z woli rodzicow, jak to u mnie np. ) to proponowana mu w zamian jest Etyka, gdzie toczy się luźna dyskusja na rózne tematy dotyczące moralności... Tak powinno być w kazdej szkole...
tylko, że brakuje kadr na takie zajęcia (np.: u nas kto miałby je prowadzić? PK?)
poza tym jest błędne koło - nie ma zajęć, bo nikt nie wyraża chęci chodzić, a nikt nie wyraża chęci chodzić na zajęcia, których nie ma
Jak zbierzecie bodajże 100 tys podpisów pod tym pomysłem to zdziałacie
![cwaniak :]](./images/smilies/cwaniak.gif)
nie w tym sejmie
zresztą w polskim życiu publicznym łatwo obalić każdą ideę argumentem, że "coś jest nie <po katolicku>"
w końcu Polska to kraj gdzie jest "90% katolików"
choć z drugiej strony kultura polska jest ukształtowana przez katolicyzm i dzieciaki powinny wiedzieć choćby że 25 XII jest Boże Narodzenie, a nie dzień choinki i czerwonego spaślaka
księża i katecheci muszą uczyć zgodnie z jedną, obowiązującą Prawdą. Więc jeśli gumki są złe, to są złe. Tu zależy od osobowych predyspozycji prowadzącego, czy uszanuje zdanie drugiej osoby, czy też wybuchnie "słusznym" oburzeniem.
Mam różne doświadczenia z lekcji religii. W gimnazjum były organizowane różne wyjazdy, można też było po ludzku porozmawiać. Nawet jak przyniosłem pani kartkę z roratami, na które nie chodziłem, co było tam udokumentowane, to nie zbluzgała mnie
Podstawówka i liceum to jednak czasy nie za ciekawe. Oto parę cytatów: "wasi rodzice kłamią - żadnego Mikołaja nie ma, to oni kupują prezenty" - do siedmiolatków; "mnie śmieszy, jak widzę, że idzie do ślubu panna młoda z brzuszkiem (w ciąży)... w białej sukni"
jak wam sie nudzi na tych lekcjach to po jakiego wala tam siedziec????
Kościół nadal idzie "na ilość". Wiele osób chodzi na religię tylko po to, by uzyskać odpowiednie papierki, które potem mogą być potrzebne.
jeśli komuś nie zależy, to nawet gdyby przez cały rok miał się nudzić na lekcjach, i tak niczego się nie nauczy i niczego z tych spotkań nie wyniesie...
wyniesie - konformizm - przekonanie, że nie ważne co człowiek naprawdę uważa, ważne co może za to otrzymać. Na katechezie "ich bin dobry katoliko" i wszystkie rekolekcje mam zaliczone, a poza nią to już moja sprawa jak głęboko mam w poważaniu wiarę, Kościół i takie tam
To otoczenie wplywa na czlowieka ( znajomi, koledzy, kolezanki, przyjaciele ), a nie szkola ( nauczyciele i chory program nauczania )
szkoła to też otoczenie. Jeśli rodzi postawę buntu, to też wpływa.
to tak w kwestii formalnej