Plotki o staroście (z Bytowa)
Kto ma z kim romans? Kto jaki jest w łóżku? Co robi starosta "po godzinach" - m.in. takie rozmowy prowadzili w godzinach pracy dwaj urzędnicy wydziału promocji Starostwa Powiatowego w Bytowie. Używali do tego komunikatora internetowego. Nakrył ich powiatowy informatyk. Wydruki z komputerów trafiły na biurko starosty. No i wybuchła afera, nie tylko obyczajowa...
- Wydruki mają kilkanaście stron. Są w nich szczegółowe zapisy rozmów obu panów. Komentowali wygląd, zachowanie swoich przełożonych i współpracowników. Rozmowy są bardzo pikantne - zdradza pracownik bytowskiego starostwa. Urzędnicy robili to od kilku miesięcy. Sygnały o "zabawach” dwóch pracowników trafiły do naczelnika wydziału i starosty. W końcu polecono urzędowemu informatykowi, aby skopiował zapisy tych rozmów. Tak też się stało. - Nie będę komentował całej sprawy. Powiem tylko, że niedopuszczalne jest, aby w godzinach pracy urządzać sobie prywatne pogawędki. I nieważne na jaki temat - oznajmia Adam Leik, naczelnik wydziału promocji bytowskiego starostwa, przełożony plotkarzy.
Wczoraj ani jeden, ani drugi pracownik nie przyszedł do pracy. Są na zwolnieniach lekarskich. Nie znaczy to jednak, że im wstyd i że schowali się przed światem... Jeden z nich złożył w miejscowej prokuraturze zawiadomienie o... przestępstwie. - Przyjęliśmy zgłoszenie. Chodzi o naruszenie prywatnej korespondencji. Zdaniem urzędnika, pracownicy starostwa popełnili przestępstwo, włamując się do jego komputera i kopiując dane - mówi Jan Zborowski, prokurator rejonowy z Bytowa. Urzędnik twierdzi, że laptop, który miał w pracy, jest jego prywatną własnością. I że używał go do celów służbowych za zgodą starosty. - Nie ma na to żadnej formalnej zgody. Poza tym starosta zobowiązał urzędowego informatyka do przeglądania internetowej poczty i korespondencji w komputerach - twierdzi Adam Leik, ale jego pracownik ripostuje: - Prywatnego laptopa używam od listopada ubiegłego roku. Każdy go widział. Niech teraz naczelnik nie odwraca kota ogonem...
Michał Świontek-Brzeziński, starosta bytowski, nie znalazł dla nas wczoraj czasu na rozmowę o sprawie. Przypomnijmy, że kilka miesięcy temu chciał zainstalować w urzędzie szpiegowski program, który miał śledzić, do jakich celów pracownicy używają służbowych komputerów. Nie zrobiono tego, bo program był za drogi. Jak widać, jednak i bez niego starosta sobie poradził.
Ciekawe jakie informacje wyplynely by z Kolobrzeksiego magistratu hehehe
- Wydruki mają kilkanaście stron. Są w nich szczegółowe zapisy rozmów obu panów. Komentowali wygląd, zachowanie swoich przełożonych i współpracowników. Rozmowy są bardzo pikantne - zdradza pracownik bytowskiego starostwa. Urzędnicy robili to od kilku miesięcy. Sygnały o "zabawach” dwóch pracowników trafiły do naczelnika wydziału i starosty. W końcu polecono urzędowemu informatykowi, aby skopiował zapisy tych rozmów. Tak też się stało. - Nie będę komentował całej sprawy. Powiem tylko, że niedopuszczalne jest, aby w godzinach pracy urządzać sobie prywatne pogawędki. I nieważne na jaki temat - oznajmia Adam Leik, naczelnik wydziału promocji bytowskiego starostwa, przełożony plotkarzy.
Wczoraj ani jeden, ani drugi pracownik nie przyszedł do pracy. Są na zwolnieniach lekarskich. Nie znaczy to jednak, że im wstyd i że schowali się przed światem... Jeden z nich złożył w miejscowej prokuraturze zawiadomienie o... przestępstwie. - Przyjęliśmy zgłoszenie. Chodzi o naruszenie prywatnej korespondencji. Zdaniem urzędnika, pracownicy starostwa popełnili przestępstwo, włamując się do jego komputera i kopiując dane - mówi Jan Zborowski, prokurator rejonowy z Bytowa. Urzędnik twierdzi, że laptop, który miał w pracy, jest jego prywatną własnością. I że używał go do celów służbowych za zgodą starosty. - Nie ma na to żadnej formalnej zgody. Poza tym starosta zobowiązał urzędowego informatyka do przeglądania internetowej poczty i korespondencji w komputerach - twierdzi Adam Leik, ale jego pracownik ripostuje: - Prywatnego laptopa używam od listopada ubiegłego roku. Każdy go widział. Niech teraz naczelnik nie odwraca kota ogonem...
Michał Świontek-Brzeziński, starosta bytowski, nie znalazł dla nas wczoraj czasu na rozmowę o sprawie. Przypomnijmy, że kilka miesięcy temu chciał zainstalować w urzędzie szpiegowski program, który miał śledzić, do jakich celów pracownicy używają służbowych komputerów. Nie zrobiono tego, bo program był za drogi. Jak widać, jednak i bez niego starosta sobie poradził.
Ciekawe jakie informacje wyplynely by z Kolobrzeksiego magistratu hehehe

