pastor napisał(a):dziewuszka napisał(a):Flo, według mnie, to nie jest ani odwaga, ani słabość. To jest desperacja... i nijak sie ma ani do jednego ani do drugiego.
a może pójście na łatwiznę, po co mam nosić jakieś brzemię, po co mam się męczyć jak mogę skończyć ze sobą... po kiego [beep] mi bliscy jak i tak nie pomogą...
a może bezradność, brak perspektywy przyszłości, brak rozwiązania problemu, nie potrafię stanąć twarzą w twarz...
osamotnienie...
a może tchórzostwo, boje się, nie i [beep], koniec!!
raczej wołanie o pomoc to nie jest, gdyż po fakcie już chyba nie ma komu pomagać, oprócz rodziców i najbliższym w pozbieraniu się; częściej młodzi ludzie popełniają samobójstwa, hmm po części możemy obwiniać media, które nagłaśniając sprawę dały jakby pewność wykonania czynu tym osobom, w dodatku powiedzą o tym gdzieś... mają świadomość, że takie coś wyjdzie, że są tacy co to zrobili...
na pewno jest to przejaw lekkiego egoizmu, gdyż robiąc to, nie myślą o innych, bliskich... jakieś tam wmuszenie w siebie poczucia samotności "nikt nie jest w stanie mi pomóc", działanie pod wpływem impulsu, choć i są tacy co chodzili z tą myślą bardzo długo po ziemi, aż wreszcie popełnili ten czyn... tak na prawdę każdy przypadek jest inny i każdy ma inny powód ku temu.
![]()
![]()
I owszem każdy przypadek jest inny.
A wołanie o pomoc pewnie było wcześniej tylko nikt tego nie zauważyl.
To jest choroba duszy .. Jak niektórzy wolą psychiki. Dalej sie będę upierala, że to desperacja.
Wtedy nie są w stanie myśleć o innych...
Winimy ich za to?
A gdzie sa Ci wszysycy bliscy kiedy oni "wołali" o pomoc?
Tylko proszę się nie bulwersować..
Zaraz powiedzie "bo nie prosili o pomoc".. . naprawdę bliska osoba zauważy, ze coś jest nie tak ( w większośc przypadków). Niestety jesteśmy tak zapatrzeni w siebie, ze nikogo nie zauważamy (napisałam "my", bo ja wcale inna nie jestem)
Nauczmy siś "słuchać" i rozumieć innych tak szybko mogą odejść...


