Strona 1 z 1

Flo - artykuły :)

PostNapisane: poniedziałek, 7 sie 2006, 07:23
przez Flo
A bede sobie zamieszczal tutaj moje artykuly. Ostrzegam jednak ze robia papke w mozgu :twisted:

PostNapisane: poniedziałek, 7 sie 2006, 07:25
przez Flo
Kod: Zaznacz cały
Szach Mat


Wiadomość spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Jest turniej, niewiadomo czego dotyczy, ale ważne że jest. Postanowiliśmy z Jamalem przygotować się solidnie, by sprostać zadaniu. Siłownia, basen, sala gimnastyczna, tego nam trzeba przed turniejem. Zapisaliśmy się również na testy wydolnościowe. Dodatkowo zatrudniliśmy tajską masażystkę, w razie odniesionych kontuzji.

To będzie ciężki tydzień, ale damy radę ku chwale kółka różańcowego. Na początek sto długości basenu, potem dwie godziny na siłowni, ćwiczenia na drążku i równoważni, testy i masaż.I tak przez caly wyczerpujący tydzień. Przygotowani jednak będziemy kompleksowo.
           
Gdy zakończyliśmy cykl treningowy, czuliśmy sie naprawdę mocni. Nikt nam nie sprosta, w żadnej dziedzinie sportu.
       
W dzień turnieju założyliśmy dres kreszowy, sportowe buty, ręcznik na szyję i jazda na turniej......szachowy. Zaraz zaraz, czy ja dobrze usłyszałem szachowy? Jak to szachowy? Gdzie szachowy? Cały nasz misterny plan wziął w łeb. Angela zapisała nas na turniej szachów błyskawicznych, w ramach zemsty za owocne wczasy w więzieniu.

"Jamal chłopie wymyśl coś" wycedziłem ze łzami w oczach. Tyle przygotowań na marne? Niedoczekanie Wasze. Startujemy!!
           
Pierwsza partia z arcymistrzem z Kenii, zakończyła się naszą niespodziewaną porażką, w trzech posunięciach. Ależ szybki ten Kenijczyk, nie pomogło kopanie pod stołem. Druga partia z reprezentantem Bhutanu, trwała nieco dłużej, ponieważ gralismy na czas. Całe 10 sekund, mimo porażki, tak uradowało Jamala, że wylądował pod opiekuńczymi skrzydłami pielęgniarki, czuwającej nad zdrowiem uczestników. W trzeciej rundzie zdecydowałem się na szarżę lewą flanką, celowym ruchem strąciłem szklankę z wodą ze stołu, by znów zyskać na czasie. Niestety w tym samym momencie, posiadacz drugiej kategorii szachowej z Bośni, ugodził mnie klasycznym matem. Cóż za chytry lis. W czwartej przedostatniej rundzie, stanąłem na wysokości zadania, używając fortelu, wygrałem partię!! Fortel polegał na tym, że przypadkowo strąciłem błyskawicznie z szachownicy, dwie wieże bodajże Tolkiena i gońca Króla Artura. Wtedy przeciwnik, mimo że z Mongolii,  nie miał nawet iluzorycznych szans. Piąta ostatnia runda, była rundą najtrudniejszą, ponieważ grałem z 6-letnim Krzysiem znad morza. Z jaką gracją przesuwał pionki, szachował, atakował. W końcu wygrał, ponieważ poddałem się po kilku ruchach, gdy Krzyś obiecał mi randkę z jego adoptowaną mamą z Panamy.
             
Rozdanie nagród było tylko formalnością, wszystkie laury spadły na mnie. Widocznie komisja sędziowska poznała się na moim talencie i zmyśle taktycznym, godnym Napoleona. Angela była zawiedziona, do tego stopnia, że wyszła za Niemca.
                 
Rachunek za wczasy na Jamajce (dla komisji sędziowskiej), był bardzo słony, niczym rosół teściowej.



Mozna chwalic, krytkowac nie wolno :P

PostNapisane: wtorek, 8 sie 2006, 16:03
przez Flo
pastor napisał(a):Cudowny... :twisted: :twisted: :twisted:


Twoja ocena sie nie liczy :twisted:

PostNapisane: środa, 9 sie 2006, 20:02
przez Vin
Ty nawet masz poczucie humoru
Poproszę następny artykuł
Niekoniecznie taki długi

:) :P :D

PostNapisane: środa, 9 sie 2006, 20:34
przez padalec_
piardy z octem

PostNapisane: środa, 9 sie 2006, 20:48
przez Roman
ale co Ty właściwie chciałeś tym wyrazić :P

PostNapisane: środa, 9 sie 2006, 21:22
przez Mafi
przeczytalam... ale... czytalam wczesniej jakies Twoje felietony i bardziej mi sie podobaly... najbardziej ten o stalkingu (?) chyba... ten taki sobie... ale pisz dalej... ;p

PostNapisane: środa, 9 sie 2006, 22:45
przez Vin
same padalce
młody jest, tak ?
zaczyna

:D

PostNapisane: środa, 9 sie 2006, 22:54
przez Flo
padalca zzera zazdrosc :D

Fakt pierwsze byly lepsze

PostNapisane: środa, 9 sie 2006, 23:01
przez Vin
padalca nic nie zzera
padalec jest zajebisty

PostNapisane: środa, 9 sie 2006, 23:01
przez Vin
chcialam napisac ze padalec jest fantastyczny

PostNapisane: środa, 9 sie 2006, 23:03
przez Flo
Kod: Zaznacz cały
Hala cudów i cudaków

Pomni bukmacherskich wydarzeń, postanowiliśmy udać się na mecz koszykówki, jako wybitni znawcy basketu. Bilety na mecz drogie, lecz teściowa postanowiła dać nam jeszcze jedną szansę, a co za tym idzie, gotówkę na bilety. Jako zagorzali fani, udaliśmy się na wyjazdowy mecz Anwilu w Sopocie z tamtejszym Treflem.
Lekko spóźnieni wchodzimy na halę. Słyszymy aplauz, jak się później okazało, niespowodowany naszym przybyciem, lecz punktami Trefla. Niestety nie ostatnimi. Zasiadamy na trybunie krytej, w razie gdyby spadł deszcz, ponieważ w Sopocie nigdy nic nie wiadomo.
Na tablicy znaczna przewaga Trefla, a my nawet nie wiemy, w jakich koszulkach grają nasi. Sympatyczna Pani z wąsem oznajmia nam, że Anwil występuje w białych kombinezonach. Rosną punkty graczy Sopotu, wprost proporcjonalnie do mojego ciśnienia. W końcu nie wytrzymałem i wypaliłem „Nagys, wisisz u mnie na plakacie na ścianie, jak przegracie, spadniesz za łóżko!!” Najwyraźniej się tymi słowami nie przejął, ponieważ znów spudłował. Nadzieja więc w Kadziulisie. Wykrzyczałem więc „Kadziulis zacznij grać, bo poznam Cię z moją teściową”. Tak zmotywowałem chłopaka, że na samą myśl załamał się i usiadł na ławie, gorący jak piec, czerwony jak cegła,.
Druga połowa meczu rozpoczęła się po myśli naszych pupili. Dali chłopaki w przerwie po kielichu jarzębiaka na odwagę. Wszak wiadomo, że jarzębina, budzi w nich bestie, po emisji filmu wojennego „Jarzębina czerwona”. Gdy wszystko układało się w jedną całość, nastała ciemność na hali. Myślałem, że zamknąłem oczy, ale sytuacja jest poważna. Padł agregat, pamiętający czasy lądowania Talibów w Klewkach. Bajka o napięciu opowiada, iż na pięciu napadło dziesięciu, więc napięcie wróciło po dziesięciu gołotach i zaiskrzyło światełko w tunelu. Mecz mógł być dalej rozgrywany, mógłby, gdyby nie tajemnicze zniknięcie Nagysa i Crispina. Nieoficjalnie mówi się, że widziano ich tydzień później w Machaczkale w Rosji na wczasach zakładowych.
Osłabiony Anwil przegrał z kretesem, jak Lepper w przyszłych wyborach. Słynny bohater książki „Na Jagody” Goran Jagodnik skarcił Anwil, niczym moja teściowa mnie, gdy nie skopie ogródka.
Na usta ciśnie się jedno słowo ZMOWA. Zostaliśmy oszukani przez, Nagysa i Crispina, agregat i teściową, która wystawiła nasze walizki za drzwi domostwa, śmiejąc się w niebogłosy i mówiąc „Kadziulisa poznałam już dawno temu, na dancingu w sanatorium w Machaczkale” Tym sposobem Machaczkałe dopisujemy również do zmowy przeciwko nam, kibicom sportowym.
Przedstawione wydarzenia są prawdziwe mniej więcej w 50%

PostNapisane: czwartek, 10 sie 2006, 11:51
przez .Y.
Flo napisał(a):Mozna chwalic, krytkowac nie wolno :P


I tym sposobem zostalam pozbawiona szansy napisania czegokolwiek. :P

PostNapisane: czwartek, 10 sie 2006, 13:59
przez Flo
.Y. napisał(a):
Flo napisał(a):Mozna chwalic, krytkowac nie wolno :P


I tym sposobem zostalam pozbawiona szansy napisania czegokolwiek. :P


Ty juz kiedys mialas swoja szanse, wiecej nie dostaniesz Moja Slodka :twisted: