Pani D.Szczepankiewicz juz prowadziła schronisko. Trwało to 8 lat a siedziba mieściła się na ul. Zórawia, wtedy to takze ispektorzy Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami wykazali ze ma tam miejsce szereg nieścisłości i wielokrotnie sprawa była kierowana do prokuratury. Chodziło m.in o sprzedaż psów bez wystawiania rachunków, zakopywanie martwych zwierząt na terenie schroniska, które przez inne psy były ponownie odkopywane i zjadane, złe warunki, brak utylizacji zwłok, zwiększona umieralnosć zwierząt i niegospodarność.
Teraz schronisko zostało ponownie oddane w rece tej pani a będzie prowadzić je za 220 tyś zł rocznie i kasa oczywiscie bedzie spływać z UM. Dłaczego prezydent nie przyjął innej oferty od insprktora TOZu, która była określona na 100 tys zł? Przecież zaoszczędzonoby w ten sposób 120 tyś zł

Dlaczego miasto nie przekazało schroniska organizacji która ma statut pożytku publicznego, która mogłaby pozyskiwać sponsorów a zupełnie prywatnej osobie która juz raz nie sprawdziła się na tym stanowisku? Dlaczego nie powierzono tego kierownictwa osobie bardziej kompetentnej?
Nawet Dyrektor Zieleni w wywiadzie wypowiadając się na ten temat mówił, ze były naciski na niego z Miasta, że pani D.S. nie miała poparcia TOZ a miał je inspektor.
Po drugie poprzedniemu kierownikowi schroniska radni (a wśród nich "miłośniczka zwierząt" radna Maj) zablokowali dotacje od miasta na pół roku a w konsekwencji zarzucili mu złe prowadzenie schroniska i złe warunki zwierząt. A za co ten pan miał je utrzymać?
Dlaczego pieniadze ze zbiórki publicznej nie zostały przekazane na schronisko?
Ile pieniędzy pozostanie na koniec roku w schronisku i co się z nimi stanie?
Czy znikną tak jak znikały przez wiele lat?
Dlaczego nikt nie chce powołać biegłych by zbadać te sprawy? Dlaczego prezydent milczy i nic nie robi w tej sprawie? Dlaczego stary układ nadal istnieje?