temat dworca to woóle odrębny temat......człowiekwysiadai czuje się jakby gdzieś głęboko w małej dziurce....na wschód od granic naszego kraju wysiadał,..... po prostu masakra - brakuje jedynie babuszek sprzedających kwiatki z wiadra...... no ale za to są łapacze
a wracając do tematu. żal mi zawsze jest tych panów stojących i zbierających grosz do grosza.... o ile wiem to obecnie leczenie jest dobrowolne (tylko sąd orzeczeniem może nałożyć taki obowiązek) a sam proces terapeutyczny to ciężka i żmudna praca alkoholika jak i ludzi go otczających...... małokto daje rade, a jeszcze mniej osób próbuje - po prostu ich nie stać na to (nie stać psychicznie i materialnie... często zamiast martwić się co do garnka wsadzić zostawiają rodzinę dzieci i idą żebrać, zapić sie by zapomnieć - codzienna rzeczywistośc - naprawde szkoda mi takich ludzi............
Zobowiązanie do leczenia odwykowego spędza sen z powiek zarówno członkom gminnych komisji rozwiązywania problemów alkoholowych, jak i pracownikom lecznictwa odwykowego. Tym pierwszym, bo muszą zajmować się czymś, do czego często nie są przygotowani, a na dodatek dokładnie nie wiadomo według jakich reguł. Tym drugim - bo często mają kontakt z opornym klientem, wymagającym więcej pracy i częściej niż przeciętnie rezygnującym z terapii w jej trakcie.
Teraz doszły nowe problemy - kto ma płacić za zobowiązanych, jeśli kasa nie zechce, a nie będą ubezpieczeni. Resort sprawiedliwości zorientował się, że dużo wydaje na przeprowadzenie postępowania o zobowiązanie do leczenia, a potem oddział odwykowy wyznacza odległe terminy, pyta klienta o motywacje
Kolejka zobowiązanych rośnie.
Nawet Senat zainteresował się tym zagadnieniem.
Od pewnego czasu toczą się rozmowy pomiędzy resortem sprawiedliwości a resortem zdrowia reprezentowanym przez Państwową Agencje Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, na temat możliwości ulepszenia instytucji zobowiązania do leczenia odwykowego. Jednym z najważniejszych jest pytanie o sensowność dalszego utrzymywania tej instytucji.
Zobowiązanie do leczenia odwykowego wyrosło na gruncie zrozumienia, że alkoholizm jest chorobą. Powstało jednak w czasach, kiedy nie było jasności co do natury tej choroby, nie było w związku z tym pomysłu na skuteczną terapię. Istniało za to przekonanie, że głównym celem jest odizolowanie alkoholika od butelki. Czy dziś ma sens utrzymywanie tego trybu postępowania ? Wiemy przecież, że choroba alkoholowa, jako choroba biopsychospołeczna wymaga w dużej mierze pomocy terapeutycznej, która wymaga zgody klienta. Poza tym, skoro przyjmujemy, że społeczeństwo ma prawo powiedzieć swojemu członkowi: "nadużywasz naszej cierpliwości, albo się lecz, albo będziemy musieli radzić sobie z tobą inaczej", to ma jeszcze procedurę probacji (a więc zawieszenia kary w procesie karnym pod warunkiem podjęcia leczenia).
W ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi jest zapis mówiący, że "osoby, które w związku z nadużywaniem alkoholu powodują rozkład życia rodzinnego, uchylają się od pracy albo systematycznie zakłócają spokój lub porządek publiczny, kieruje się na badanie przez biegłego w celu wydania opinii w przedmiocie uzależnienia od alkoholu i wskazania rodzaju zakładu leczniczego" (art. 24) i dalej "na badanie, o którym mowa, kieruje gminna komisja rozwiązywania problemów alkoholowych" (art. 23), "o zastosowaniu obowiązku poddania się leczeniu w zakładzie lecznictwa odwykowego orzeka sąd rejonowy (
)", "sąd wszczyna postępowanie na wniosek gminnej komisji (
) do wniosku dołącza się zebraną dokumentację wraz z opinią biegłego" (art. 25 i 26).
więcej czyt. na :
http://www.alkoholizm.akcjasos.pl/29.php