Ciekawostka - Wszystko na żywo
Wszystko na żywo
Aleksandra Chwastek, Krzysztof Aładowicz
2006-09-21, ostatnia aktualizacja 2006-09-21 21:03
Kuriozalna uchwała bydgoskich radnych. Miasto może zapraszać tylko muzyków, którzy będą grali na żywo. Dla używających playbacku lub półplaybacku nie ma u nas miejsca.
Przyjęta jednogłośnie przez radnych uchwała mówi o "ograniczeniu używania elektronicznych podkładów muzycznych (playbacku i pół playbacku) na imprezach i koncertach organizowanych i finansowanych przez Urząd Miasta". Jej inicjatorem jest Józef Eliasz, szef komisji kultury i nauki.
- To jedna z ostatnich sesji rady miasta i bardzo zależało mi na takiej uchwale - wyjaśnia Eliasz, który jest również muzykiem, prowadzi własny big band.
Dlaczego władze miejskie mają odprawiać artystów używających playbacku z kwitkiem? - pytamy Eliasza.
- Ludzie, którzy przychodzą na koncerty oczekują od muzyka prawdziwych emocji. Żadna maszyna tego nie zastąpi. W czasie jednego z koncertów Alicji Majewskiej w Filharmonii Pomorskiej, zacięła się płyta z podkładem wokalistki. To była szokująca wpadka - odpowiada radny.
- A co z całą nową muzyką? Co dla przykładu z tak popularnym wśród młodych hip-hopem? Przecież do jej tworzenia używa się muzyki z płyt. Hip-hopowcom wstęp wzbroniony?
- Ja nie ma nic przeciw muzyce młodzieżowej - zastrzega Eliasz. - Nie mam nic przeciw hip-hopowi, ale przeciw takim idolom młodzieży jak Mandaryna - owszem.
- Czyli Mandaryna nie ma szans za koncert w Bydgoszczy?
- Nie za pieniądze miasta. To plastikowa gwiazdeczka. Jej przyjazd oburzyłby mnie. Wciska się młodzieży takie rzeczy, a to nie ma nic z muzyką wspólnego. Trudno to nazwać wydarzeniem artystycznym. Liczę na to, że miejscy urzędnicy mają wyczucie i będą wiedzieli kogo chętnie bydgoszczanie zobaczą, a kogo nie.
Przewodnicząca Rady Miasta Felicja Gwincińska (SLD) głosowała za uchwałą. - Eliasz jest muzykiem i chciałby zwalczyć swoją konkurencję - mówi krytycznie, ale zaraz dodaje: - Jestem za tym, żeby gwiazdy, które potrafią śpiewać, robiły to na żywo.
Zajmujący się w Urzędzie Miasta organizacją koncertów nie dowierzają w decyzję radnych. - Przecież sami zwracamy uwagę, żeby artyści prezentowali pewien poziom, ale czasami półplayback jest konieczny. Zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z dużym zespołem towarzyszącym. Taki koncert kosztowałby nas wielkie pieniądze - mówi Joanna Breczko z wydziału promocji i kultury ratusza. Znane polskie zespoły grające całkowicie na żywo za koncert biorą przynajmniej 50 tys. zł.
Reakcje światka muzycznego na uchwałę bydgoskich radnych są jednoznaczne. - Proszę już teraz wykreślić mnie z listy wykonawców, którzy przyjadą do Bydgoszczy - mówi Majka Jeżowska, piosenkarka śpiewająca dla dzieci. - Ja nie ciągnę za sobą zespołu, bo taki koncert kosztowałby przynajmniej dwa razy więcej. A przecież dzieciaki chcą posłuchać jak śpiewam, pobawić się, poskakać, a nie patrzeć na zespół w tle! Kto wpadł na ten pomysł, nie ma zielonego pojęcia jak działa show-biznes. Bydgoskim radnym chyba się nudzi, skoro wymyślają chore uchwały.
To samo, ale nieco skrajniej wyraża hip-hopowy wykonawca - Abradab: - Ten pomysł to czysty debilizm. Jak można dyskryminować kogoś, kto w tle używa muzyki z płyt? Po co takie prawo?
Zbigniew Wodecki również nie pozostawia suchej nitki na bydgoskiej Radzie Miasta: - To dość komiczna decyzja i widać, że ci, którzy ją podejmują nie mają pojęcia o muzyce. Bo do jakiego stopnia nie można używać tzw. backgroundów, czyli ścieżek płynących z nośników. Przecież nie nagłaśnia się wszystkich instrumentów osobno. Różnego rodzaju przeszkadzajki albo przejścia na bębnach najczęściej są nagrane i odtwarzane. Ja sam wolę koncertować z całym zespołem. Bo dla muzyka to większa frajda. Ale nie wszystkich organizatorów na to stać. Widać Bydgoszczy ten problem nie dotyczy.
http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3635151.html