Strona 1 z 2

PostNapisane: piątek, 24 mar 2006, 15:56
przez .Y.
A ja bylam wtedy na weselu na wsi.. Ludzie na pozor tak bardzo religijni.. A jednak na wiesc o smierci papieza nikomu z nich nawet nie przyszlo do glowy by przerwac wesele. W ogole ta wiadomosc jakos malo ich obeszla. Bylam naprawde zniesmaczona ich zachowaniem.

A smierc papieza byla dla mnie tym bolesniejsza, ze i papiez i moja babcia byli w tym samym wieku.. Babcia zawsze to podkreslala.. Umarla pare miesiecy po nim..

PostNapisane: piątek, 24 mar 2006, 16:00
przez Colberg
[smilie=hmmm.gif]
Dzień jak co dzień...
W końcu pokolenie JPII przestało istnieć równie szybko jak się pojawiło...

Naprawdę nie rozumiem tego wielkiego "hallo".

PostNapisane: piątek, 24 mar 2006, 16:03
przez Didi
bylem w pracy...przyszedl szef i powiedzial wylacz muzyke papiez nie zyje , po chwili drzacym glosem powiedzialem ze impreza sie nie odbedzie przeprosilismy klientow oddalismy pieniadze za bilety i wszyscy w ciszy wyszli...

pozniej juz tylko w domu sledzilem dalsze wiadomosci na tvn24...

PostNapisane: piątek, 24 mar 2006, 16:16
przez yennefer
.Y. napisał(a):A smierc papieza byla dla mnie tym bolesniejsza, ze i papiez i moja babcia byli w tym samym wieku.. Babcia zawsze to podkreslala.. Umarla pare miesiecy po nim..

U mnie bylo jeszcze smutniej, babcia walczyla z zyciem mniej wiecej w tym samym czasie, umarla pare dni przed papiezem... Te dwa wydarzenia beda mi sie zawsze kojarzyć ze soba :zamknieteoczy:

PostNapisane: piątek, 24 mar 2006, 16:21
przez barmaid
Tamtego dnia w latarni miała zagrać "Banda Puchatka". Chociaż byli tacy, którym się to nie podobało...przerwaliśmy koncert. Pojechalismy do katedry, pomodlić się...nie dane nam było.Panienka z chórku z wrzaskiem wyrzuciła nas z kościoła....podobno pomodlić sie mozna bylo i dnia nastepnego.Cóż.... Ten wieczór zapamiętam do końca swoich dni.

PostNapisane: piątek, 24 mar 2006, 16:44
przez FiDo
a ja mam inne pytanie. ilu z was, ktorzy obiecaliscie sobie po tym smutnym wydarzeniu zmienic pare rzeczy w swoim zyciu, moze powiedziec, ze rzeczywiscie te rzeczy ulegly zmianie? nie zauwazylem zeby ludzie sie polepszyli, w jakimkolwiek stopniu.

co robilem? siedzialem przy komputerze i co jakis czas sprawdzalem newsy dot. stanu naszego papieza..

PostNapisane: piątek, 24 mar 2006, 16:53
przez barmaid
Zazwyczaj po czyjejś śmierci /szczegolnie kogoś bliskiego/ obiecujemy sobie zmianę swojego zycia. Ale czas leczy rany i zapominamy...To brutalne, ale porównam te deklaracje do noworocznych postanowień. Dzis są jutro... już nie.Ja nic nie deklarowałam...mam spokojne sumienie.A ludzie..jak widać żyją dalej tak samo, nic się nie zmieniło.Jad i zgryzota wszędzie...

PostNapisane: piątek, 24 mar 2006, 17:13
przez rysio
DeeJay napisał(a):bylem w pracy...przyszedl szef i powiedzial wylacz muzyke papiez nie zyje , po chwili drzacym glosem powiedzialem ze impreza sie nie odbedzie przeprosilismy klientow oddalismy pieniadze za bilety i wszyscy w ciszy wyszli...

pozniej juz tylko w domu sledzilem dalsze wiadomosci na tvn24...

mhm kazamaty tez wtedy zamknęli... i pewnie wszystkie miejsca oprócz jednynie saksofonu, gdzie siedziałem z kumplem i jego kumplem przy piwku... gdy nagle na ekranie tv pojawila sie czarna tabliczka a tlumy zaczely szczelnie wypelniac caly lokal...

przedtem bylo dosc spokojnie, ale od okolo 22.00 to zaczal sie masowy najazd na saksofon... jedyny w miescie otwarty lokal w nocy smierci papieza..... mysle ze frekwencja tego wieczoru osiagnela poziom jakiego prozno byloby oczekiwac chocby i po wygranym pierwszoligowym meczu kotwicy....

PostNapisane: piątek, 24 mar 2006, 17:28
przez Didi
zeby dostac sie do katedry tez byl problem bo byla...zamknieta ponoc policja reagowala i ktos dzownil do biskupa dopiero wtedy otwarta zostala katedra.

PostNapisane: piątek, 24 mar 2006, 17:33
przez Flo
DeeJay napisał(a):zeby dostac sie do katedry tez byl problem bo byla...zamknieta ponoc policja reagowala i ktos dzownil do biskupa dopiero wtedy otwarta zostala katedra.


ano prawda


ja siedzialem w domu i sluchalem wiadomosci

PostNapisane: piątek, 24 mar 2006, 19:12
przez kazió
Stalem ze znajomymi w kolejce do klubu, kiedy okazalo sie ze zaraz zamykaja z tego wlasnie powodu,poszlismy wiec do calodobowego i upilismy sie w akademiku,ktos tam chyba nawet plakal,smetny nastroj byl, ale nowe mialo byc tak ciekawe :)

PostNapisane: piątek, 24 mar 2006, 19:55
przez Budyn
ja ze swoimi znajomymi wybralismy sie na pifko nagle uslyszelismy dzwony jeszcze przed caly m faktem, ze smutkiem pojechalismy na buczka przyznaje sie bez bicie otworzylismy pifka i w ponurej atmosferze wypilismy wspominajac jakim to byl czloweikiem