JAN MIODEK
PIENIĄŻKI DLA MAŁŻONKI
Jedno wypowiedzenie może czasem być kwintesencją charakterystycznych zjawisk występujących w języku w danym momencie jego historii. Tak właśnie odebrałem zdanie, które wyszło z ust zwycięzcy jednego z licznych teleturniejów: "To będą pieniążki dla małżonki i dzieciaków".(...)
(...)kariery pieniążków - prawie wyłącznego dziś określenia "funduszy, zasobów pieniężnych" - trudno nie wiązać z odwieczną skłonnością do tworzenia przeogromnej liczby spieszczeń, zdrobnień. Mamy przecież formacje: kotek-koteczek-kociątko-kociak-kociaczek-kocik-kociczek-kotuś-kotunio, babcia-babusia-babunia-babuńcia-babulka-babuleńka, prędziutko-prędziuteńko-prędziuśko-prędziusieńko, milutki-miluchny-milusieńki-milusienieczki-mileńki-milusi, płakuniać-płakuńciać-płakusiać itp., itd.
Nawet jeśli się skonfrontuje angielskie słowa z ich polskimi odpowiednikami, np. mother-matka, daughter-córka, sun-słońce, heart-serce, tongue-język, apple-jabłko, człowiek uzmysławia sobie, że nasze formy to stare zdrobnienia z przyrostkami -ka, -ce, -k, -ko. Jeden z najwybitniejszych współczesnych polskich językoznawców, prof. Witold Mańczak, usłyszał ostatnio na poczcie, że paczusię musi odebrać przy innym okieneczku!
Nie ukrywam, że i ja ma ochotę podnosić bądź odkładać słuchaweczkę, a codziennie słyszę: "Słóweczko proszę" - to przy kiosku (chodzi o wrocławski dziennik "Słowo Polskie"), a potem - w sklepie: bułeczka, chlebek, chlebuś, masełko, szyneczka, serek, sereczek, mleczko, śmietanka, kefirek, maślaneczka, jogurcik, piwko, soczek. Podobnie w kawiarniach i restauracjach, gdzie są jeszcze kawusia, ciasteczko, koniaczek, wódeczka, setuńcia, herbatka; w pociągach mamy bilecik i miejscóweczkę, a u fryzjerów baczek, przedziałeczek, fryzurka, grzyweczka, ondulacyjka.
By uniknąć nieporozumienia - napisał wspomniany prof. Mańczak w jednym z numerów "Biuletynu Polskiego Towarzystwa Językoznawczego" - pragnę podkreślić, że nie potępiam zdrobnień w czambuł. Jednak co innego nazwać małą wieś wioską, a co innego nazywać wioską każdą wieś. Co innego kiedyś tam żartem powiedzieć bilecik, a co innego, gdy konduktor, przechodząc cały pociąg, w każdym przedziale żąda bilecików do kontroli.
Wywód swój zakończył słowami: Jeśli zaś chodzi o aspekt praktyczny, należy zwrócić uwagę na to, że już obecnie tekst polski zawiera więcej sylab niż tekst angielski, co nie jest zjawiskiem korzystnym: zużywa się więcej czasu na mówienie i słuchanie, na pisanie i czytanie, nie mówiąc już o kosztach produkcji książek oraz koszcie budowy i utrzymywania pomieszczeń do ich przechowywania. Jeśli za naszych czasów infantylizacja polszczyzny nie ulegnie zahamowaniu, jeśli jeszcze więcej zdrobnień wyprze wyrazy niezdrobniałe, stosunek między tekstem polskim a angielskim stanie się jeszcze bardziej niekorzystny dla naszego języka.(...)
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 1/1998
Szakal napisał(a):teraz jeszcze jakis dobry filmik...
Olga napisał(a):dwa filmiki zaliczyłam
swiety34 napisał(a):kupię radio Cb do mobilka
Owee napisał(a):Aha procek jest bez coolera
Demurrer napisał(a):Jak tam u Was z kawusią?
Martius napisał(a):zaznaczylem odpowiedz 1 kawka dziennie ale
Nemo napisał(a):Wole herbtake
KAROLLA napisał(a):Fajne Wierszyki.
Chater_ napisał(a):Kolejne radyjko godne polecenia.
kamila napisał(a):Raz Dwa Trzy - Muzyka z Talerzyka, mięta łagodzi ból brzusia
karolina napisał(a):mam taki problemik, chyba brakuje mi jakiegos sterownika
Przykładów, jak zresztą sami wiecie jest wiele, ja sam czasami używam, np. "stronka" mówiąc o ciekawym miejscu w internecie, żeby nie było że się tylko czepiam innych, raczej zwracam uwage na mały problem typu "papatki," "buziaczki," "jesio" i tym podobne wynalazki leksykalne, które internet rozpowszechnia w zastraszającym tempie. Ale skoro "matka", dziś przez nas uważane za słowo o zabarwieniu dużo poważniejszym niż "mama", czy "mamusia" pochodzi od neutralnego kiedyś "mać," dla którego słowo "matka" było właśnie zdrobnieniem, to jest możliwe, że za powiedzmy 200 lat "mamusia" będzie formą neutralną, i już będzie dodatkowa sylaba do wymówienia, a co dopiero jakby ktoś chciał "mamusię" zdrobnić (!). Zdrobnienia dodają naszemu pieknemu językowi koloru, bogactwa, ale ich nadużywanie może prowadzić do mechanizmów zdziwaczenia języka.
Jak wam się wydaje - czy powinno być jakieś zaostrzenie dotyczące nadmiernego używania zdrobnień np. na forach internetowych, tak jak to jest z pisaniem WIELKIMI LITERAMI, przeklinaniem, czy nie stosowaniem znaków interpunkcyjnych...?



