przez Roman » piątek, 20 kwi 2007, 20:17
wzruszyłem się, autentycznie
1) pierwszym, co uderzało był zapach. Mam czasem takie wrażenie, że niebieska, jeansowa koszula, w której przekraczałem próg II LO po raz pierwszy i parę kolejnych, nadal nosi w sobie delikatną nutkę "gromka"
2) malunki na ścianach - drugie, co się dla takiemu grzecznemu dzieciaczkowi prosto z gimnazjum rzucało w oczy, nikt się tego nie mógł spodziewać - przykro, że to zniknęło - lepiej, żeby były
3) "przyszła elita", czyli rocznik 1987 - picie i darcie mordy na plaży, tudzież (słowo "tudzież" także jest "gromky") różne próby przenoszenia tego na inne okoliczności.
Fajni byliśmy, rozwinęliśmy się pod każdym względem. A najfajniejsza była klasa A, pani Stokłosy. Komentarz zbędny.
Gdy wróciłem z matury pisemnej z j. angielskiego to jakby mi ktoś w ryj dał - tata mówi, że Giertych objął MEN. To jakoś świadczy o naszej "ostatniości". Bo chyba jesteśmy niestety tym ostatnim "normalnym" rocznikiem. Kiedy mówiono nam o naszym, rzekomym elitaryzmie, rozglądaliśmy się po sobie z niedowierzaniem ("Boże, chroń przed taką <elitą>"). Skąd się bierze ta "gruba kreska"? Przecież ja też chodziłem do gimnazjum, mi też odebrano rok liceum. A może coś z nich udało się wyrzeźbić? Przecież dziś, choć "elita" była określeniem grubo przesadzonym, to jednak nie zostałem jakimś przybyłym z prowincji ostatnim cieciem.
4) skoro już słowo "cieć" zostało przywołane, to trzeba przy okazji wspomnieć o Miki'm. To w naszej (A, bynajmniej nie "AA") klasie postawił on koledze B. jedynkę za... ściąganie. Święta prawda.
5) pani Mallek - o balecie słyszałem, o TB też, ale żeby pani Mallek mężczyzną? Nie miałem niewątpliwie SM przyjemności bycia jej uczniem, ale byłem z nią na wymianie w Berlinie. To chyba taki nauczyciel, którego się docenia dopiero po latach. Bardzo pięknego wywiadu udzieliła "Ł". Jej poczucie humoru (i p. Stokłosy zresztą też) nie pozostawia nikogo obojętnym. Nic nie jest potem takie samo.
6) kiedy jako gimnazjalista przychodziłem na dni otwarte to któryś z nauczycieli (zdaje się, że to był anglista, zwany "rzeźnikiem", nie pamiętam jego nazwiska) rzucił: "to będą najlepsze lata waszego życia. Po pierwszych miesiącach jednak nic nie było, takie jak miało być. Z czasem jednak się to zmieniło. Człowiek wrósł w to "bagno", na którym II LO stoi (z tego bagna zresztą ponoć ta woń). Pod koniec też już czułem zmęczenie, miałem dość. A teraz przyznaję rację "rzeźnikowi" - chciałoby się wrócić, być znowu młodym i niewinnym jak pupcia niemowlęcia. Gdyby było inaczej, bym tego nie napisał chyba.